List 12 - O Duchowych Wątpliwościach

21Sep

Do Szanownego Pana Franciszka Cappellego w Weronie.


Najserdeczniejszy Ojcze w Chrystusie, przyjmij pozdrowienia.

Wielokrotnie chciałem przesłać Ci moje pozdrowienia, ale moje słabe zdrowie nie pozwoliło mi tego uczynić.

Musisz wiedzieć, najsłodszy Ojcze, że wielokrotnie rozważałem Twe pełne troski słowa. Doszedłem do wniosku, że są one mi tak przydatne, że zdecydowałem się wyjść z letargicznego stanu mego ducha. Rzeczywiście, przekonałem się co do jednej rzeczy, że pod pozorem posiadania fałszywej pokory i pozorem braku jakichkolwiek duchowych łask, osłabłem i prawie złamałem moje zobowiązanie pomagania innym. Ponadto, moje skrupuły pogorszyły sytuację poprzez sugestię, że cokolwiek zamierzałem powiedzieć lub uczynić, wypływało z próżności oślepiającej mój umysł, warunkując w ten sposób moje zachowanie i moją mowę. Sugestie te wydawały mi się realne, ponieważ zajęty byłem głównie pomaganiem innym i nie dokonywałem żadnego osobistego postępu.

W ten sposób pogrzebałem mój talent pomagania bliźniemu. Stopniowo zatraciłem początkowy zapał zdobywania ludzi dla Chrystusa. W rezultacie straciłem także wyraźną wizję stanu duchowego mojej własnej duszy. Dawniej, gdy dokonywałem wglądu w duchowość innych – prowadziło mnie to do odnowienia mojego ducha, a gdy próbowałem wzmocnić innych na ich duchowej drodze, sam czułem się umocniony. Teraz przeciwnie – lęk o życie duchowe innych ludzi uderzył we mnie takimi wątpliwościami co do mojego własnego życia duchowego, że poczułem się sparaliżowany.

Tak więc, bojąc się mojego własnego cienia, trwam w letniości, ponieważ – jak to już powiedziałem – straciłem moją duchową nieskazitelną światłość. Cierpiałbym mniejsze zło – gdybym zabiegając o innych – był częściowo pokryty kurzem, ale zachował ową nieskazitelną światłość. Natomiast zostawiając innych, doświadczyłem większego zła – i tak straciłem tę światłość. Była to światłość, która ożywiała moją duchową światłość i która mogłaby w końcu usunąć ten kurz.

Zobacz, drogi Ojcze, co potężny lęk czyni z wrażliwym temperamentem. Z jednej strony i nie lękać się go, i nie pozwolić niepokoić się, i denerwować się czasami przez innych – to zawsze przyczynia się do naszej nadwrażliwości. Z drugiej zaś, bojąc się własnego cienia przy próbie uniknięcia upadku – upadamy jeszcze bardziej.

Ponadto, jeśli chcemy stać się całkowicie mocni wewnętrznie, to musimy walczyć i pozwolić kontrolować się po dłuższej walce – my nie możemy zostawić wielkich bojów, by podążać za mniejszymi. Tak więc, Ty też, słodki Ojcze, staraj się, żebyś nie popełnił tego samego błędu, jaki ja popełniłem, gdyż jest godne ubolewania stracić wewnętrzną światłość, która zawsze dawała nam życie.

Jestem pewien, że rozważywszy moje smutne doświadczenie, nie popełnisz tego samego błędu. Jeśli chodzi o mnie, to przez Twoje ojcowskie słowa, postanowiłem poświęcić się zadbaniu o duchowe dobro mojego bliźniego. Czyniąc to, mam nadzieję wzrastać w Jezusowej miłości, a dobry Pan Ukrzyżowany przywróci mi zapał i swoją duchową światłość, która utrzymywała mnie przy życiu[i]. W końcu, będę żyła w pewności, a nie w śmiertelnych wątpliwościach, które czyniły mnie podejrzliwąm w stosunku do każdego natchnienia, jakie otrzymywałam. Jestem przekonana, że z pomocą Chrystusa i Twoich modlitw ponownie będę mógł rozpoznać, co jest prawdą a co fałszem, co pewnością a co wątpliwością.

Widzisz więc teraz, mój drogi Ojcze, jaką wielką korzyść będę czerpać z Twoich słów. Obym mógła częściej rozmawiać z Tobą. Teraz jednak, do momentu aż będę miał sposobność zobaczyć Cię ponownie, bądź tak dobry i napisz do mnie czasem, albowiem, gdy czytam Twoje listy, wydaje mi się, jakbym rozmawiała z Tobą, a duch mój był nimi ukojony do tego stopnia, że jest zdolny odczuwać pokój nawet na otwartym morzu.

To tyle na teraz.  Moje szczere życzenia i ukłony dla Madonny Anny[ii], Cecylii[iii] i Ojca[iv], który przy innej okazji napisze do Ciebie. Ojciec poleca się Twoim modlitwom, a także modlitwom Pana Agostino[v], Pana Gerardo[vi] i wszystkim innym.

A[nielanka] P[aola] A[ntonia Negri]

 

00:0000:00