List 2 - Porady dla Niezdecydowanych (wersja 2)

24Sep

Do Wielce Szanownego 
Pana Bartolomeo Ferrariego
i Papa Giacomo Antoniego Morigii,
moich Czcigodnycg Braci w Chrystusie.

W Mediolanie - Cremona, 4 stycznia 1531 r.   



List 2 sw. Antoniego Antoniego Zaccarii w interpretacji p. Elżbiety Rozen-Kijowskiej 

List 3 - Ufność Wobec Boga w Obliczu Niepowodzeń (wersja 2)

24Sep

List 3 Sw. Antoniego w interpretacji p. Elżbiety Rozen-Kijowskiej 

-----------------------------

 

   Mediolan, 28 lipca 1531 r.         

 

                                                Do Wielce Dostojnego Pana Carlo Magni,

                                               Uczciwego Adwokata, którego szanuję jak ojca.

                                               W kościele św. Antoniego.

                                               W Cremonie. 

 


Wstęp

Carlo Magni, szczęśliwy adresat tego listu, szanowany prawnik w Cremonie (jak wynika z treści tego listu i co potwierdzają inne źródła[1]) był chrześcijaninem letniej wiary.  Jednakże, z biegiem czasu doświadczył głębokiej przemiany serca, której początkiem było ostrzeżenie przekazane mu przez Antoniego Marię: „Działając inaczej, będziesz uczciwym człowiekiem, ale nie będziesz dobrym chrześcijaninem, jakiego Chrystus sobie życzy i wzywa Cię, abyś się takim stawał” (List III).  Antoni zachęcał go, by takim był: „Stanie się to zrozumiałe dla Ciebie, jeśli przemyślisz sposób, w jaki On próbuje złączyć Cię z sobą” (List III).

Nie wiemy, czy św.  Antoni M. Zaccaria dokonał duchowego podboju czy nie, ale faktem jest, że Carlo Magni stał się członkiem Amicizia (Przyjaźń) - Oratorium stworzonego przez Antoniego Marię w Cremonie. Był jednym z jego wybitnych członków, czego dowodzi powierzenie mu  w tym liście pewnego zadania dotyczącego działalności Oratorium. Od 1527 roku Carlo Magni był członkiem trzeciej rodziny Antoniego Marii - Wspólnoty Świeckich Św. Pawła. 

List ten jest odpowiedzią ze strony Człowieka Bożego, „który [jest] nieskazitelnym duchem obdarzonym Boskim światłem osądu duchowego”[2], na prośbę Carlo Magni o to, jak żyć w harmonii z Bogiem w aktywnym  zawodowym życiu.  Antoni Maria poucza Carlo Magni, jak przez cały dzień z ufnością i stale zwracać się do Jezusa Ukrzyżowanego. Równocześnie Antoni Maria wskazuje, jak wykorzystać modlitwę jako źródło wiedzy dla eliminacji własnych niepowodzeń. W tym celu Antoni Maria szczerze wymienia moralne wady Carlo Magni i wskazuje na pychę - jako dominującą.

Dwie cechy charakteryzują ten list o duchowym kierownictwie Antoniego Marii: źródło i styl nauczania. Źródłem jego nauczania jest długość czasu spędzanego na modlitwie u stóp Jezusa Ukrzyżowanego - jako zwykłej praktyki dobrze znanej duchowym mistrzom, na przykład św. Tomaszowi z Akwinu. Jeśli chodzi o styl jego nauczania, to charakteryzuje się on wyjątkowym ciepłem osobistego zaangażowania w dobro uczniów.

Rękopis tego listu nie zachował się, a jedynie bardzo wczesna kopia, która  przechowywana jest w Archiwum  Generalnym oo. Barnabitów w Rzymie.

 

                                                          

 

Najdroższy Ojcze i Bracie w Chrystusie, przyjmij moje pozdrowienia.

Otrzymałem Twój list z 23 tego miesiąca i postanowiłem nań odpowiedzieć dopiero po długim trwaniu przed Krzyżem w Twoim imieniu, gdyż uważam za niezbędne, aby On mnie nauczył tego, czego później ja będę Ciebie uczył.  Gdyby nie Twoje ciepłe i przyjazne nalegania, raczej wolałbym milczeć, ale poruszony Twoją usilną prośbą – wyjąkam to, czego nie umiem jasno wyrazić[3].

Tak więc, mój drogi Ojcze w Chrystusie, ponieważ Twoja profesja jest tak wielce absorbująca i pochłaniająca całkowicie Twój czas i energię, jest koniecznym, aby wybrać właściwą metodę modlitwy. Dlatego też chciałbym, abyś wdrażał w życie - na ile możesz – trzy poniższe rady.

Po pierwsze: oddaj się modlitwie nie tylko rano i wieczorem, ale także o innych porach dnia, w chwilach zarówno na nią przeznaczonych jak i na nią niewyznaczonych.

  • o każdej porze dnia, w dzień czy w nocy,
  • w jakiejkolwiek pozycji, to jest w łóżku czy nie, klęcząc czy siedząc, jak uważasz za stosowne,
  • a przede wszystkim przed rozpoczęciem swojej pracy, bez wyznaczonego porządku. Czyń to przez dłuższą lub krótszą chwilę - jak Bóg Cię natchnie.

          Omawiaj z Chrystusem wszystko to, co dotyczy Twego życia – swoje wątpliwości, trudności, a szczególnie te największe[4].  Następnie przedstaw Mu dokładnie, ale jak najkrócej rozwiązanie, które według Ciebie jest słuszne; więcej, zapytaj Go o Jego opinię, gdyż On, jeśli będziesz łagodnie nalegał, nie odmówi odpowiedzi.  Zapewniam Cię, że On pozwoli zmusić się ofiarować Ci to, jeśli rzeczywiście tego pragniesz[5].

         Jestem doprawdy głęboko przekonany, że możemy nauczyć się więcej o prawach ludzkich bezpośrednio od Prawodawcy niż od kogokolwiek innego, szczególnie jeśli ów Prawodawca jest wzorem doskonałym, mającym w sobie cały porządek i wie, jak wyjaśnić i rozsupłać sofizmaty szatana. Doprawdy, o ileż bardziej dogłębnie jest On w stanie rozwiązać te ludzkie! Ktokolwiek tego nie dostrzega, wykazuje jeszcze małą ufność w Bogu, który wielce się o nas troszczy i który nie pozwala wypaść bez Jego zgody nawet pojedynczemu włosowi z naszej głowy[6]. Pan jest tak mądry, że pokaże mędrcom tego świata, kim są tak naprawdę - szaleńcami i ignorantami[7].

 

Tak więc, jeżeli z korzyścią dla tych, którzy uciekają się do Niego, Bóg unicestwia wszelkie sofistyczne podstępy współczesnego człowieka, które wydają się oddalać człowieka od Boga - możesz sobie wyobrazić - z o ile większą łatwością rozproszy On inne, mniej zawiłe machinacje. Jeśli w pewnym sensie, człowiek może się złączyć z Bogiem, nawet wśród rozterek tego świata, o ile łatwiej będzie on mógł się zjednoczyć z Bogiem w sytuacjach o wiele bardziej sprzyjających skupieniu.

Wielce czcigodny Ojcze w Chrystusie, poświęć wszystkie chwile na obcowanie z Jezusem Ukrzyżowanym. Mów do Niego tak swobodnie, jak do mnie. Rozmawiaj z Nim o wszystkim lub o niektórych Twoich sprawach w zależności od czasu, jakim dysponujesz. Pomów z Nim i pytaj Go o radę we wszystkich Twoich sprawach – jakiekolwiek by nie były – czy to duchowe czy doczesne, czy to dla siebie czy dla innych.

Jeśli będziesz tak czynił, zapewniam Cię, że z czasem odczujesz z tego wielką duchową korzyść i nieporównanie głębszą miłość z Chrystusem.  Nie będę dodawał nic ponadto, gdyż chcę, aby doświadczenie mówiło samo za siebie. 

Drugą radą, która pomoże Ci w praktykowaniu pierwszej, a zarazem umożliwi Ci otrzymanie od Boga większej obfitości łask, jest częste wznoszenie umysłu do Boga. Takie zachowanie, mój drogi Przyjacielu, jest dla ciebie niezbędne, ponieważ gdzie większe niebezpieczeństwo czy ważne sprawy, tam wymagana jest wzmożona sumienność i bardziej przenikliwe spojrzenie. 

Człowiek z natury ma trudności w skupieniu, a o wiele bardziej w zjednoczeniu z  Bogiem, ponieważ jego duch z natury podąża w rożnych  kierunkach i nie jest w stanie skupić się na jednej i tej samej rzeczy. Ćwiczenie wznoszenia swojej duszy do Boga jest sprawą o wiele trudniejszą dla osoby, która jest rozproszona. Najtrudniejszą rzeczą dla kogokolwiek jest zajmowanie się sprawami, które same przez się, moim zdaniem, nie sprzyjają osiąganiu jedności z Bogiem, ale które jednocześnie nie rozpraszają. Któż mógłby powiedzieć, że możliwym jest stanie w deszczu bez zamoczenia się? To prawda, ale co jest uważane za niemożliwe, staje się możliwe z Bożą pomocą pod warunkiem[8], że nie odmówimy Mu naszej współpracy[9], skwapliwości i wysiłków, którymi On nas obdarzył.

 

Jeżeli chcemy być zjednoczeni z Bogiem jednocześnie pracując, rozmawiając, czytając czy też rozwiązując nasze codzienne problemy - wznośmy często nasze umysły ku Bogu przez dłuższy lub krótszy okres[10], tak jakby czynił to ktoś, kto gości przyjaciela.   Jeśli nie jest w stanie poświęcić mu czasu z powodu spraw nie cierpiących zwłoki, na przykład, z powodu inwentaryzacji towarów, które muszą być wysłane w tym właśnie momencie, może się zwrócić do niego tymi słowami: „Wybacz mi, że w tej chwili nie mogę pogawędzić z Tobą, ale mam kilka spraw do ukończenia, jak tylko się z nimi uporam, będziemy mogli porozmawiać bez pośpiechu”. Następnie, przerywając pisanie na chwilę, od czasu do czasu wzniesie swój wzrok, by spojrzeć na niego; czasem rzuci słowo lub dwa o tym, co robi; innym razem zaś, pisząc jeszcze, powie: „Już prawie skończyłem”. W ten lub podobny sposób, będzie on podejmował swojego przyjaciela, mimo, że nie jest w stanie porozmawiać z nim bez pośpiechu. Jednocześnie czynności te, nie będą mu przeszkadzały w wykonywaniu zawodu, ani utrudniały jego zajęć.

 Ty również, mój Przyjacielu, powinieneś postępować w ten sam sposób, a Twoja nauka i praca nie ucierpią na tym wcale lub prawie wcale.

            Przed rozpoczęciem swych czynności zwróć się do Jezusa w paru własnych słowach; później zaś, podczas pracy, wznoś często do Boga swoje myśli. Czerpać będziesz z tej praktyki wielkie zyski i nie będzie ona wpływać ujemnie na Twoją pracę. 

Pierwsze i najważniejsze - bacznie obserwuj początek spraw dotyczących Ciebie lub innych, tych planowanych jak i tych nieprzewidzianych, tak podczas rozmowy jak i w czasie pracy.  Na samym początku skieruj  je do Boga poprzez cichy lub ustny akt strzelisty, którym On sam mógł Ciebie natchnąć i który wyraża Twoje myśli i pragnienia, lub w jakiejś innej formie[11]; następnie pracując, myśląc lub planując, często wznoś swój umysł do Boga. Jeśli Twoje zajęcia przedłużałyby się, przerwij je na krótką chwilę, na tyle, ile zabrałoby Ci odmówienie „Zdrowaś Maryjo”, lub na dłuższą chwilę - według Twojego uznania - ale oczywiście zawsze kierując się Bożym natchnieniem. W zależności od długości zajęcia,  możesz przerwać swoją pracę więcej niż jeden raz.

Jeśli zastosujesz się do moich rad, to łatwo przyzwyczaisz się do modlitwy bez szkody dla Twoich zajęć i Twojego zdrowia. Dojdziesz w ten sposób do modlenia się nieprzerwanie, tak że będziesz się modlić jedząc, pijąc, pisząc etc.,[12] a czynności zewnętrzne nie będą przeszkadzały tym wewnętrznym i odwrotnie. Działając inaczej, będziesz uczciwym człowiekiem, ale nie będziesz dobrym chrześcijaninem, jakiego Chrystus sobie życzy i wzywa Cię, abyś się takim stawał.

 

Stanie się to zrozumiałe dla Ciebie, jeśli przemyślisz sposób, w jaki On próbuje złączyć Cię z sobą. Przestrzegam Cię, a jednocześnie wskazuję Ci metodę na stanie się takim chrześcijaninem (jeśli tylko chcesz nim zostać, a jestem głęboko przekonany, że tego pragniesz), abyś później nie zmienił zdania, gdyż sprawiłoby mi to wielką przykrość.

O, mój drogi Przyjacielu, jeśli moje słowa posiadają u Ciebie jakąś wartość, proszę, zaklinam Cię w Chrystusie i przez Chrystusa, abyś zechciał otworzyć oczy i wziąć pod uwagę to, co napisałem i starał się zastosować je w czynach - nie tylko w słowach[13]. Obiecuję Ci, że staniesz się zupełnie nowym człowiekiem – jakim powinieneś być - w świetle zmian, które Bóg nałożył i w różnoraki sposób będzie nakładał na Twoje barki. Jeśli będziesz postępował inaczej - nie wywiążesz się ze swych zobowiązań ani wobec Boga, ani wobec bliźniego; co więcej, nie będzie Ci to wybaczone i będziesz ukarany jako ten, który sprzeniewierzył się Panu.

Tak więc, zrozum i zabierz się do dzieła i czyń tak, jak Ci dopiero co powiedziałem;  szczególnie, uwzględniając pierwszą radę, weź pod uwagę i trzecią, którą Ci opiszę jako następną, a bez której cała Twoja praca będzie posiadała niewielką wartość i wiarygodność przed Chrystusem.

A oto i trzecia rada. W swoich medytacjach, modlitwach i rozmyślaniach usiłuj rozpoznać swoje główne wady, a nade wszystko tę najważniejszą, która jest jakby Generałem i która dominuje nad wszystkimi pozostałymi. Starając się zniszczyć tę główną, dołóż wszelkich starań, aby wykorzenić również pozostałe wady, które też mogą być przez Ciebie zaatakowane na wzór żołnierza zamierzającego zgładzić głównodowodzącego przeciwnika znajdującego się wśród swoich oddziałów. Usiłując dotrzeć do niego, żołnierz z oczyma utkwionymi w niego - jako cel, jednocześnie toruje sobie drogę do głównodowodzącego zwalczając tych, którzy staną mu na drodze[14].  Podobnie i Ty postępuj  ze swoimi wadami.

Gdybyś mnie zapytał, która z Twoich z wad jest, moim zdaniem, wadą dominującą, to odpowiedziałbym Ci, że jest to pewnego rodzaju zmysłowość – tak przynajmniej wynika z mojego powierzchownego rozeznania.  Tak więc, Twoją główną wadą nie jest zmysłowość (rozumiesz, co chcę ci powiedzieć, czyż nie?), lecz raczej gniew i gwałtowne zmiany humoru spowodowane pychą, która z kolei zrodzona jest z Twojej wiedzy i Twoich kompetencji, jakie posiadasz, bądź to jako dar naturalny, bądź jako owoc Twojego długoletniego doświadczenia.

Jeśli dobrze się nad tym zastanowisz, to zobaczysz, że to czyni Ciebie niezadowolonym, niespokojnym i skłonnym do złych manier i niestosownych słów.  Co więcej, ów korzeń pychy rodzi w Tobie jeszcze inne złe owoce.

Zło istniejące w Tobie, które dopiero co Ci ukazałem - jest matką wszystkich Twoich wad. Zniszcz ją więc, aby więcej nie rozrastała się. Teraz zależy od Ciebie, aby znaleźć lekarstwo na tę wadę i sposób na jej wykorzenienie.

Jeśli nie będziesz wiedział jak to uczynić, przy innej okazji, być może, napiszę Ci o tym lub wytłumaczę Ci to w czasie rozmowy. Jeżeli nie byłaby ona Twoim głównym brakiem (aczkolwiek, jakoś jestem o tym przekonany, że jest to właśnie ona), znajdź tę właściwą i zniszcz ją.

Jeśli będziesz pieczołowicie zachowywał rady, których Ci udzieliłem, z łatwością dojdziesz do Ukrzyżowanego i do Krzyża. Wszelkie inne drogi będą Cię wiodły z dala od Niego, czego nie mógłbym znieść, ponieważ Cię kocham i czuję się zobowiązany do tego, aby Cię kochać i aby widzieć Cię na zawsze zjednoczonym z Ukrzyżowanym. Amen.

Zakupiłem dobre i zmodernizowane urządzenie do drukowania, które Ci poślę. Kosztowało trzy liry i dziesięć groszy. 

Mam zamiar wysłać Ci kilka książek na temat życia duchowego, które uważam za bardziej przydatne niż jakiekolwiek inne, które mógłbyś poczytać. Prześlę Ci je. Staraj się przekonać Pana A. do ich zakupu, gdyż będą służyły dobrze  tym, którzy  chcą czynić postępy w życiu duchowym.

A co z Fra Bono[15]?  No cóż, obydwaj i Ty i ja, straciliśmy z nim kontakt.  Trzyma się z dala ode mnie, albo - jak się wydaje - unika mnie z jakiegoś powodu.  Miną trzy lub cztery dni, nim go spotkam, a kiedy to nastąpi, zamieniam z nim zaledwie parę słów.  Musi się obawiać, że chcę go przekonać, aby dołączył do nas.  Podoba mi się list, który do niego napisałeś, lecz on [Fra Bono] potrzebuje bardziej przekonywujących argumentów, a więc przedstaw mu je.

Będę pisał do A.[16] Pozdrów ode mnie wszystkich i każdego z osobna. Poleć mnie bardzo mile modlitwom naszego  Ojca Primicerio[17], etc. 

 

Mediolan, 28 lipca, 1531 r.

 

Twój Syn i Brat w Chrystusie

Antoni Maria Zaccaria, kapłan

 ______________

NOTES:

[1] Por. Gaetano Bugati, Copia publica Processus auctoritate Apostolica Mediolani constructi super virtutibus et miraculis Ven. Servi Dei Antonii M. Zaccaria (Rzym: Generalne Archiwa oo. Barnabitów) s. 1070. Por. także Virginio Colciago, ed., Gli Scritti  (Rzym: Editioni dei Padri Barnabiti, 1975) s. 338-9.

[2] Battista Soresina, Attestationi fatte circa la vita e morte del R.P.D. Antonio Maria Zaccaria. (Rzym: Archiwum Generalne oo. Barnabitów).

[3] Por. Rz 8, 26.

[4] Por. Flp 4, 6.

[5] Por. Mk 11, 23-24.

[6] Por. Łk 21, 18.

[7] Por. 1 Kor 1,19-25.

[8] Por. Łk 1, 35,

[9] Por. Rz 1, 28.

[10] Por. Łk 11, 5-9.

[11] Por. Ef 6, 18.

[12] Por. 1 Kor 10,31.

[13] Por. 1Jn 4, 7-8.

[14] Por. Prz 27, 2.

[15] Por. n. 16 z  Listu 1.

[16] Skrót  “A” występujący w niniejszym liście pojawia się również w Kazaniu 2 Antoniego Marii. Z treści Listu jasno wynika, że „A” reprezentuje grupę ludzi, z którymi Antoni Maria korespondował jako ich kierownik  duchowy. Audytorium słuchającym Kazań była grupa ludzi gotowych prowadzić bardziej żarliwe życie chrześcijańskie („To jest stan, do którego jesteś prowadzony, powołany i zaproszony w naszych spotkaniach ’A’…” por. Kazania 2).

Istnienie owej grupy potwierdzają dwaj wcześniejsi historycy.  Agostino Tornielli (1543-1622) w swojej pracy zatytułowanej De principiis della Congregationine de’Chierici Regolari di S. Paolo Decollato (1595) (Początki Zakonu Księży Regularnych św. Pawła ściętego) wyjaśnia, że Antoni Maria za namową swojego kierownika duchowego, Dominikanina Fra Marcello,  rozpoczął spotkania środowiska szlacheckiego w małym kościele św. Witalisa w Cremonie.  To właśnie tam, Antoni Maria swoimi żarliwymi naukami, które znajdowały swoją inspirację w Biblii, prowadził ich ku chrześcijańskiej odnowie.  Również Giovanni Antonio Gabuzio (1551-1627) używał określenia „piorum hominum conventus” w  „Historia Congregationis Clericorum Regularium Sancti Pauli ab eiusdem primordiis ad initium saeculi XVII (Rzym: 1852) 33.

               Historia Gabuzia została ukończona w roku 1622, ale nie została opublikowana w okresie sporów o tożsamość założyciela: czy był nim Antoni Maria, zgodnie z tradycyjnie przyjętym poglądem, czy też Giacomo Antonio Morigia, jak uważał pierwszy Generał Zakonu, o. Giovannambrogio Mazenta (1565-1635)  Kontrowersji położono wreszcie kres podczas obrad Kapituły Generalnej w 1620 r. kiedy to o. Mazenta zaakceptował tradycyjny pogląd.

Tonielli i Gabuzio pisząc o grupie nie wymieniają jej nazwy.  Współczesny historyk barnabita  doszedł do wniosku, że „A” znaczy „Amicizia” (Przyjaźń) i „Amici” (Przyjaciele). W 1959 r. Giuseppe M. Cagni i Franco M. Ghilardotti opublikowali  krytyczne wydanie Kazań Antoniego Marii („I sermoni di Sant’Antonio Maria Zaccaria,” Archivio Italiano per la Storia della Pieta, red. Giuseppe De Lucca [Rzym: Edizioni di Storia e Letteratura, 1959], s. 233-283). Aby poprzeć swoje wnioski autorzy wskazali na następujące fakty:  Po pierwsze, Bartolomeo Bella, inny przedtrydenki reformator,  założył Oratorium Bożej Miłości  w północnej Italii, w Brescii w 1520 r. nazywając go „Amicitia” (Przyjaźń), a jego członków  „Amici” (Przyjaciele). Po drugie, w Statutach Oratorium, „Amicitia” jest prawie zawsze oznaczane literą „A”. (por. ibid. 236-237).  Biorąc pod uwagę bliskość  Brescii i Cremony (ok. 50 km), wydaje się całkowicie prawdopodobne, że Antonii Maria był zaznajomiony  ze  Stella Oratorium i najprawdopodobniej użył tej samej litery dla swojej grupy.  Co się zaś tyczy  inicjału „F” w Kazaniu 1 ( w oryginale „F” jest zamazane; mogłoby być czytane jako „A”) i „N” w Kazaniu 1, to mogłyby z łatwością być odczytane jako „Przyjaźń „ i  „Szlachetność”.  W każdym bądź razie, czytane w kontekście są zidentyfikowane jako „A” (‘Przyjaźń”).

[17] Nieznany przedstawiciel kościoła.

List 1 - Pokładaj Ufność w Panu

24Sep

Do Przewielebnego Ojca Fra Battisty da Crema z zakonu Braci Kaznodziejów św. Dominika, mojego Czcigodnego Ojca w Chrystusie w Mediolanie.


Wielebny Ojcze w Chrystusie,

Składam dzięki Bogu za Jego miłosierdzie[i], gdyż nie traktuje mnie tak, jak na to zasługuję i jeśli karze to tylko częściowo, tak że wskutek mojej niegodziwej nieczułości nie zdaję sobie z tego sprawy – jak to zwykła mawiać nasza Donna[ii] Francesca[iii], gdy jeździliśmy konno.

Mówię tak, gdyż sprawiłoby mi wielką radość, gdybym otrzymał od Ciebie jakikolwiek list, ale rozumiem, że albo zły stan zdrowia, albo też jakiś inny ważny powód uniemożliwił Ci napisanie choćby jednego słowa. Wielebny Ojcze, poddaj się woli Bożej, podobnie jak ja zamierzam się jej poddać, na przekór wszelkim napotykanym trudnościom.

Odnośnie mojej sprawy z Panem Gerolamo[iv], to sam Pan Benedetto Romani[v], posłaniec listu, osobiście Cię o niej poinformuje. Nie będę o niej wspominał, gdyż jest ona dość złożona i wymagałaby wielu wyjaśnień, a Pan Romani przedstawi Ci ją ustnie. Doprawdy, Drogi Ojcze, byłoby moim życzeniem, abyś rozwiązał tę sprawę w sposób jak najbardziej korzystny. Proszę o informację w tej lub innej sprawie, jeżeli tylko uznasz to za stosowne.

Co się zaś tyczy naszych szlachetnych Hrabiny i Donny Francesci, to całkowicie Je usprawiedliwiam za brak korespondencji ze mną, gdyż przypuszczam – muszą być bardzo zajęte. One zaś, ze swej strony, wybaczą mi, gdyż również i ja natknąłem się na trudności. Proszę mnie polecić ich modlitwom.

Tenże sam posłaniec podzielił się ze mną swoimi rozważaniami, przywołując na pamięć znajomość z Wielebnym Ojcem. Całym sercem polecam Go Ojcu, bo moim zdaniem, wydaje się być dobrym, prostym, prawym i bogobojnym człowiekiem[vi], uczyni wszystko dla Ojca, nie zawiedziesz się na nim ojciec, gdyż poznałem Go jako posłusznego i jako tego, o którym jest powiedziane, że (…)[vii] tak w czynach jak i w słowach. Poznasz Go Ojcze lepiej, niż ja jestem w stanie to opisać. Na miłość Boga, niechaj on stanie Ci się drogi – a nie wątpię, że tak będzie. Moje sprawy posuwają się powoli, a moja niedbałość opóźnia je jeszcze bardziej, lecz nie ustaję w ich wykonywaniu.

Matka[viii] moja poleca się modlitwom Pani Hrabinie[ix] i Donnie Francesce, a przede wszystkim Twoim modlitwom, podobnie jak [ojca] Fra Bono[x] . Syn Pana Francesco[xi] również poleca się Tobie.

Z łaski swojej, Drogi Ojcze, nie zapominaj o mnie i bądź moim “świętym patronem przed Bogiem” po to, by mnie wyzwolił z moich niedoskonałości, z mojej małoduszności i z mojej pychy.

Cremona, ostatni dzień maja 1530 r.

O poznaniu czyli o przezwyciężaniu samego siebie[xii] powinna być napisana moimi czynami a nie piórem.

Wasz Syn w Chrystusie, ANTONI M. ZACCARIA,

List 2 - Porady dla Niezdecydowanych

23Sep

      List II

                              

   Cremona, 4  styczeń  1531 r.         

 

Do Wielce Szanownego

Pana Bartolomeo Ferrariego

i Pana Giacomo Antoniego Morigii,

moich Czcigodnych Braci w  Chrystusie.  

W Mediolanie.


Wstęp

Bartolomeo Maria Ferrari (1499-1544) i Giacomo Maria Antonio Morigia (1497-1546) byli mediolańskimi szlachcicami, którzy po różnych doświadczeniach życiowych dołączyli do Antoniego Marii Zaccarii pomagając mu w zorganizowaniu nowej rodziny zakonnej różnie nazywanej: Synowie św. Pawła, Księża św. Pawła lub po prostu Barnabici. 

            W wieku dwóch lat Bartolomeo stracił obydwoje rodziców, a wkrótce potem starszego brata.  Pełna miłości troska drugiego brata Basilio, jego prawdziwego opiekuna, umożliwiła Bartolomeo przejście przez bolesną serię strat najbliższych.  Z pewnością, zadanie Basiliego było ułatwione słodką i miłą osobowością Bartolomeo, który z natury lubił poświęcać się nauce, chętnie poddając się wymaganiom życia chrześcijańskiego. Basilio dokładał wszelkich starań, aby jego młodszy brat otrzymał dobre wykształcenie. W wieku 18 lat Bartolomeo rozpoczął studia na uniwersytecie w Pawii  na wydziale prawa.  Jednakże, świadom tego, że jego chrześcijańskie życie mogłoby być wystawione na niebezpieczeństwo przez świecki charakter środowiska uniwersyteckiego, zdecydował się przerwać studia i powrócić do Mediolanu z tytułem notariusza.  Wiemy, że praktykował w tym zawodzie od 1521 do 1531 r. Pod przewodnictwem augustianina Giovanniego Bellottiego, założyciela  Oratorio dell’Eterna Sapienza (Oratorium Wiecznej Mądrości), Bartolomeo  wiódł ściśle ascetyczne życie i rozpoczął posługę w kościele jako kleryk; nauczał dzieci katechizmu, przyczyniając się do przywrócenia nauk, które od dawna wyszły z użytku w wielu parafiach.   Podczas zarazy  w 1524 r. i głodu, który dotknął mieszkańców Mediolanu, Bartolomeo poświecił się całym sercem posłudze poszkodowanym, nie skąpiąc przy tym własnych i to znacznych źródeł finansowych. 

Giacomo Maria Antonio Morigia (1497-1546) był również w wieku dziecięcym  osierocony przez ojca, Simone. Na  nieszczęście jego matka, Orsina Barzi, była tylko częściowo zainteresowana rozwojem religijnym, moralnym i intelektualnym swojego syna. Po niezbyt długiej edukacji, Giacomo M. Antonio Morigia został szybko wprowadzony przez swoją matkę, kochającą życie i zabawy, do elit Mediolanu.  Dosyć szybko głównymi zajęciami Giacomo stały się: jazda konna, polowania, muzyka i teatr. Wysoki i przystojny zyskał reputację najlepiej ubranego mężczyzny w Mediolanie i przydomek  „Morigia elegant”.  Jego reputacja doszła do dworu Francesco Sforzy. Jednakże – co stawało się stopniowo widoczne - młodemu człowiekowi tak do końca nie odpowiadał styl życia jego matki.  W życiu Giacomo coraz  bardziej przejawiały się oznaki zdecydowania, powagi i niezależności, przypuszczalnie odziedziczone po ojcu.   I tak, z własnej woli, z powodzeniem zaczął studiować matematykę oraz architekturę. Co więcej, bez wątpienia, ku zmartwieniu matki,  zrezygnował z wielkich korzyści płynących ze związków z Opactwem San Vittore al Corpo, które było mu oferowane przez jego wpływowych przyjaciół. On natomiast wstąpił w szeregi Oratorion della Santa Corona (Oratorium Świętej Korony), którego głównym celem było bezpłatne rozdzielanie leków  biednym.

W wieku 25 lat niespokojny Giacomo wciąż poszukiwał celu swojego życia. W roku 1522 spotkał benedyktyna, o. Giovanniego Buono z klasztoru św. Piotra w Gessate. Świętość tego starszego zakonnika zaimponowała Giacomo do tego stopnia, że nie tylko nie ugiął się pod naciskami niezadowolonej matki i protestami swoich przyjaciół, ale zaczął kroczyć drogą większej doskonałości chrześcijańskiej. Idąc za radą o. Buono, Giacomo został członkiem Oratorio dell’Eterna Sapienza (Oratorium Wiecznej Mądrości).

Antoni Maria Zaccaria spotkał Bartolomeo M. Ferrari i Giacomo M. Morigia w wyżej wspomnianym Oratorium w drugiej połowie 1531 r. To im Antoni Maria przedstawił swoje podglądy na temat pilnej potrzeby odnowy chrześcijańskiej. W 1532 r. Ferrariego, Morigię i Zaccaria w obecności Arcybiskupa Mediolanu lub jego Wikariusza wnieśli petycję do Stolicy Apostolskiej o zezwolenie na złożenie profesji rad ewangelicznych, tj.: ślubu posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, jako zaczątku życia wspólnotowego „w celu oddania się w sposób bardziej energiczny i nieograniczony celom Bożym, aby zgłębiać sprawy należące do Boga”.  Ponieważ towarzysze Zaccarii wydawali się wahać w swoim zaangażowaniu, Antoni Maria skierował do nich ten list, który jest prawdziwym wypowiedzeniem wojny niezdecydowaniu, a jednocześnie ostrym sygnałem do działania od początku do końca.

Rękopis Listu II (pośmiertnie retuszowany tu i ówdzie) jest przechowywany w Archiwum  Generalnym oo. Barnabitów w Rzymie.

 

 

 

                                              

 

Moi  najmilsi,  niemalże jak Bracia,

            Niechaj Bóg, który jest  niezmienny i zawsze gotowy do czynienia wszelkiego dobra,  zachowa Was i uczyni niezłomnymi i stanowczymi we wszystkich działaniach i pragnieniach, co jest życzeniem mojej duszy.  

Bez wątpienia, moi najmilsi, musimy stwierdzić, iż Bóg stworzył ducha ludzkiego jako niestałego i zmiennego, aby człowiek nie trwał w czynieniu zła i raz będąc w posiadaniu dobra, nie zatrzymał się, lecz dążył do coraz to większego dobra i, aby z jednej cnoty przechodził do innej i mógł w ten sposób osiągnąć szczyt doskonałości. Z tego wynika, że człowiek jest też niestały w złym, bez wytchnienia nie umiałby w nim wytrwać. W ten sposób, zamiast nadal czynić źle, zwraca się ku dobru i nie zadowalając się tym, co stworzone, powraca do Boga.

Można by wskazać inną przyczynę ludzkiej niestałości, ale nam to wystarczy.

Och, jacy jesteśmy żałośni! Zamierzając czynić dobro, dopuszczamy się wielkiej niestałości i wahania, czego nie powinniśmy czynić, by unikać zła. Ilekroć uświadamiam sobie od wielu lat panujący w mej duszy chaos - popadam w zadumę. 

Najdrożsi, gdybym przemyślał poważnie to zło, które bierze początek z niezdecydowania, to dawno - jestem pewien - wypleniłbym go z mej duszy. Przede wszystkim niezdecydowanie przeszkadza człowiekowi czynić postępy, to tak, jakby znajdował się on pomiędzy biegunami magnesu i nie był przyciągany ani przez jeden, ani przez w drugi.  Innymi słowy, jeśli człowiek ogląda się za przeszłością - lekceważy teraźniejszość; jeśli przywiązuje się do teraźniejszości - traci z pola widzenia przyszłość. Czy wiecie, do kogo jest podobny?  Przypomina tego, który równocześnie chce kochać [ i pożądać]  dwie sprzeczne rzeczy i nie otrzymuje żadnej, i (jak mówi przysłowie) tego, który poluje jednocześnie na dwa zające, obserwując jak jeden ucieka, a drugi się wymyka. Jak długo człowiek pozostaje niezdecydowany i wątpiący, tak długo nie jest w stanie uczynić niczego dobrego. Życie dostarcza na to dosyć dowodów. Nie muszę nic dodawać.

Co więcej, człowiek niestały zmienia się jak księżyc. Denerwuje się i jest ciągle niespokojny, nie potrafi być szczęśliwy, nawet gdy wszystko idzie ku lepszemu.  Martwi się i wpada w gniew z byle powodu, łatwo szuka pocieszenia. Tak naprawdę, chwast niezdecydowania rodzi się tam, gdzie brak Boskiego światła, ponieważ Duch Święty przenika do głębi[1], nie powierzchownie; człowiek, przeciwnie, nie widzi sedna sprawy - nie wie, na co się zdecydować. To niezdecydowanie jest równocześnie przyczyną i efektem letniości. Jeśli poprosimy o radę [duchową] w jakiejś sprawie człowieka letniego, to udzieli on wielu rad, ale nie zdecyduje, które z nich są dobre. On nigdy nie powie Ci, co robić a czego unikać. W rezultacie, jeśli na początku byłeś niezdecydowany, to teraz będziesz tkwić w całkowitej niepewności. Niezdecydowana osoba traci zapał i staje się letnią.

Cały rok nie wystarczyłby, aby wyliczyć wszystkie złe rezultaty i przyczyny niezdecydowania. Prawdą jest to, iż nie dosyć, że niezdecydowanie, które do tej pory omawialiśmy, jest złem, to jeszcze człowiek trwający w niepewności pozostaje bierny.

Odkryto dwie drogi lub metody prowadzące do Boga, aby pozbyć się tej wady. Pierwsza pomaga nam, gdy niespodziewanie zmuszeni jesteśmy wybrać, czynić coś czy nie. Polega ona na wznoszeniu myśli do Boga z błaganiem, aby On udzielił daru rady. Pozwólcie mi to wyjaśnić. Jeśli spotka Cię coś nieprzewidzianego i niespodziewanego, to [sytuacja ta] wymaga, by dokonać wyboru, wówczas wznośmy nasze umysły do Boga prosząc Go, aby nas natchnął, co mamy czynić.  Idąc za natchnieniem Ducha świętego - nie zbłądzimy. Druga droga, polega na poszukiwaniu kierownika duchowego – oczywiście wtedy, kiedy dysponujemy czasem i możliwościami - by prosić go o radę i postępować według jego zaleceń.

Jeżeli my, najdrożsi, nie podejmiemy dobrych działań przeciwko złemu chwastowi, to on zrodzi w nas zgubne efekty, to znaczy niedbałość, która jest całkowitym zaprzeczeniem Bożej drogi. Dlatego też, kiedy człowiek musi uczynić coś ważnego, to powinien to dogłębnie przemyśleć i po tak poważnej refleksji i po wyborze odpowiedniej rady nie zwlekać z wykonaniem swego planu, gdyż najważniejszym wymaganiem na Bożej drodze jest bystrość i gorliwość.

To dlatego prorok Micheasz mawiał: „Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości,  umiłowania życzliwości  i pokornego obcowania z Bogiem twoim”[2]. Paweł powie: „Sollicitudine non pigri etc.” [„starajcie się nie opuszczać się w gorliwości”][3], a Piotr: ‘satagite ut per bona opera etc.” [„czyńcie wszelkie dobro”][4]Sagite [„Weźcie  się do dzieła”].  Pismo Święte pełne jest wezwań do zalecanej i zachwalanej gorliwości.

Moi najmilsi, muszę powiedzieć Wam prawdę. Niezdecydowanie w mojej duszy lub jakaś inna wada spowodowała we mnie to tak wielkie, godne potępienia niedbalstwo, że nigdy od razu niczego nie rozpoczynam, a jeśli już rozpocznę, to nigdy nie kończę.  Rozważcie uważnie [przypadek] tych braci, dzieci jednego ojca, który zmarł (usłyszawszy radę Chrystusową, by pozostawić zmarłym grzebanie ich zmarłych)[5]. Przypomnijcie sobie też Chrystusową radę, aby „pozostawić umarłym grzebanie umarłych i pójść za Nim”[6]. [Dzieci] usłyszawszy tę radę natychmiast poszły za Jezusem. Piotr, Jakub i Jan - wezwani, natychmiast poszli za Chrystusem[7]. Jeśli dobrze się zastanowicie, to zrozumiecie, że Ci, którzy prawdziwie pokochali Chrystusa, zawsze byli żarliwi, gotowi, a nigdy opieszali, zawstydzając nas w ten sposób.

Śmiało, Moi Bracia, powstańcie teraz i chodźcie ze mną, gdyż chcę abyśmy razem wyrywali szkodliwe chwasty, które, być może przypadkiem, znajdują się w Waszych duszach.   A jeśli nie ma ich w Was - przybądźcie,  aby mi pomóc, ponieważ są w moim sercu i - na miłość Boską - pracujcie ze mną, abym mógł je wykorzenić i naśladować naszego Zbawcę, który przez posłuszeństwo aż do samej śmierci, powstawał przeciw niezdecydowaniu[8] i nie odrzucił hańby krzyża, aby znieść wszelki nieporządek[9]. Jeśli chwilowo nie możecie pomóc mi inaczej, wspomagajcie mnie przynajmniej Waszymi modlitwami.  Ale kochani, do kogo odważam się pisać? Doprawdy do tych, którzy, podobnie jak ja, nie zaspokajają się tylko słowami, ale i działają.

Jeśli jest tak w istocie - przynajmniej jeśli chodzi o mnie – mogę Was zapewnić, że tylko moja miłość do Was zmusza mnie, że piszę tych parę słów .

Muszę Wam jeszcze coś powiedzieć.  Jestem bardzo zaniepokojony,  że obydwaj bardzo zaniedbaliście prace związane z finalizowaniem publikacji książki[10]. Co więcej, od wielu dni czekam bez skutku na odpowiedź lub informacje, o które prosiłem, a zwłaszcza te, dotyczące Pana Bartolomeo [Ferrariego] w sprawie biednego Giovanni Hyeronima[11].  Nie napisaliście też ani jednego słowa o tym, co robicie. Ja zaś, jestem gotów wybaczyć Wam, ale zbadajcie Wasze sumienie, czy zasługujecie na usprawiedliwienie czy na naganę.

Odwagi, moi Bracia! Jeśli było w Was jakiekolwiek niezdecydowanie, wyzwólcie się z niego, jak też i z zaniedbania i biegnijmy jak szaleńcy nie tylko do Boga, ale i do bliźniego, który jest pośrednikiem otrzymującym to, czego my nie możemy dać Bogu, albowiem On nie potrzebuje naszych dóbr. 

Pozdrówcie wielebnego Pana Don Giovanniego[12]. Fra Bono[13] prosi go i Was obu o modlitwę za Niego. Módlcie się również za mnie.

Cremona, 4  styczeń  1531 r.         

                Wasz oddany brat w Jezusie Chrystusie,

                          Antoni M. Zaccaria, kapłan

________________

NOTES:

[1] Por. 1 Kor  2,10.

[2] Por.  Mich  6, 8.

[3] Rz 12, 11.

[4] 2 P 1, 10. wlg. „przez dobre  uczynki”.

[5] Por. Łk  9,60.

[6] Łk  9,60.

[7] Por.  Mt  4, 18. 

[8] Por.  Flp  2, 8.

[9] Por.  Hbr 12, 2.

[10] Do zidentyfikowania tytułu wspomnianej książki mogą posłużyć trzy następujące okoliczności. 1) 31 maja 1530 roku Antoni Maria prawdopodobnie zrezygnował ze współpracy redakcyjnej z Fra Battistą da Crema nad książką pt. „O poznaniu, czyli o przezwyciężaniu samego siebie” „Della cognizione  e vittoria di se stesso”; 2) Była ona opublikowana blisko rok później w Mediolanie, 31 marca 1531 roku; 3) W liście opublikowanym blisko trzy miesiące przed jej wydaniem, Antoni Maria narzekał na swoich adresatów (Ferrariego i Morigię, mieszkających w Mediolanie), że bardzo zaniedbali prace redakcyjne związane z publikacją książki. Tak więc, najprawdopodobniej wspominaną w liście publikacją jest książka „O poznaniu, czyli o przezwyciężaniu samego siebie”.

[11] Nieznany.

[12] Ksiądz z Cremony.

[13] Zob. nota. 16 z Listu I

 

 

List 8 - Ufność w Panu

23Sep

Do naszego serdecznego i drogiego Syna w Chrystusie, Pana Battisty[i] [Soresiny].

Najdroższy Synu w Chrystusie,

Dlaczego jesteś człowiekiem tak małego ducha, tak przepojonym lękiem? Czyż nie wiesz, że nie możemy Cię opuścić? Bądź świadom pomocy, której od nas doświadczyłeś.

Modliliśmy się do Ukrzyżowanego. Nie chcemy od Niego niczego innego, jeżeli tym samym nie obdaruje Ciebie i Twojego ducha.

Nie dodamy nic więcej. Pewny bądź, że dotrzymamy słowa. Przyjmij nasze pozdrowienia od Chrystusa. Polecamy się Tobie.

Niech Cię Chrystus błogosławi.

Twój Ojciec w Chrystusie, Antoni M. Zaccaria, kapłan

i ja, Matka, P[aola] A[ntonia Negri]

list 7 - Wola Chrystusa vis-à-vis Własnej Woli

22Sep

Wstęp

Dom przy kościele św. Ambrożego był własnością hrabiny Torelli (patrz, wstęp do Listu IV). Tutaj zebrała ona swoje zakonne nowicjuszki, pierwsze Anielanki, które mieszkały tu, dopóki nie przeniosły się do klasztoru zbudowanego przez hrabiny Torelli w październiku 1535 roku (patrz, wstęp do Listu V). Niezamieszkały dom został szybko podarowany przez hrabinę Antoniemu Marii i stał się drugą rezydencją Barnabitów. Zlokalizowany był w odległości jednej przecznicy od ich pierwszej rezydencji i składał się z zespołu 3-ech domków przy małym kościele św. Katarzyny. Gdy ten list był pisany, w domu przy kościele św. Ambrożego mieszkało 18-cie zakonnic, w większości młodych nowicjuszek.

Chęć napisania tego listu wyraził Antoni Maria, gdyż „(…) w naszym domu panuje całkowity nieład (…) Nic nie przebiega w sposób uporządkowany” (List VII).

Antoni Maria i jego współbracia dwukrotnie byli oskarżani przez Inkwizycję: w 1534 roku i w latach 1536-1537. Teraz pojawił się kłopot z niesubordynacją. “Wydaje mi się - pisze Antoni Maria - że niektórzy pośród Was są jakby uśpieni i zbyt mało przejmują się intencjami przełożonych” (List VII). Wśród tych przełożonych nie są wymienieni ci najwybitniejsi, a mianowicie: Antoni Maria, Bartlomeo Ferrari i Giacomo Antonio Morigia. Antoni Maria jako prawny doradca Torelli był jeszcze w Guastalli – zajęty finalizacją sprzedaży jej hrabstwa  gubernatorowi Mediolanu. Ferrari byon ł w Vicenzy (patrz List VI).  Jeśli chodzi o Morigię, wymienionego w adresie listu, to był faktycznym przełożonym wspólnoty, ale nie mógł spędzać tam dużo czasu, ponieważ zastępował Antoniego Marię jako kierownika duchowego 40-tu Anielanek w klasztorze Św. Pawła. Następnym adresatem listu jest Battista Soresina. 24-letni Soresina był zbyt młody i nie posiadał jeszcze doświadczenia i autorytetu na to, by piastować to stanowisko.

Już w wieku 36 lat Antoni Maria zademonstrował dojrzałość duchową i choć nie piastował żadnej kanonicznej godności, to udzielał wskazówek Morigii czy Soresinie. Jednakże, jako główny założyciel i w związku tym, że był bezdyskusyjnie wybitną osobowością z cechami świętego - był dumą tego miejsca. Był człowiekiem z autorytetem, powszechnie szanowanym kapłanem. Ponieważ list jest adresowany do wszystkich członków wspólnoty i “do dzieci św. Pawła Apostoła, które są także naszymi” (List VII) - może być zatem uznawany jako pierwszy list do całego zakonu Barnabitów[1].

Antoni Maria mówi dyplomatycznie: “pragnę otworzyć me serce przed Wami” (List VII).  Ponieważ widocznie były skargi odnośnie braku pisemnych reguł i zasad – Antoni Maria zapewnia, że “Wiecie, moi najdrożsi, jak dobrze jest mieć na piśmie obowiązki i polecenia przełożonych, ale nie ma z tego zbyt wiele korzyści, jeśli reguły te nie są wcześniej zapisane w Waszych umysłach” (List VII). Antoni Maria w sposób fundamentalny i otwarcie wskazuje na właściwą postawę i dojrzałość osobistą opartą na duchowych motywacjach.  Stwierdza, że każdy musi być gotowy do poszukiwań nie tyle własnej woli, co woli samego Chrystusa. “W ten sposób, z łatwością, przyobleczecie  się w Chrystusa”. Następnie przywołuje pamięć Fra Battisty i dodaje: „(…) odpowiedzcie na życzenia naszego świętego ojca [Fra Battisty da Crema]. On by chciał - jak sobie przypominacie - abyśmy byli fundamentem i filarami w odnowie chrześcijańskiej żarliwości” (List VII).

Antoni Maria przypomina adresatom, że są duchowymi dziećmi św. Pawła. “O, dzieci i latorośle św. Pawła - rozszerzcie Wasze serca, ponieważ serca, które nas zasadziły i uprawiają, są większe niż ocean!” (List VII). Bez wątpienia, Antoni Maria jest pierwszym z nich, więc nie waha się rozgrywać najwyższą kartą osobistego autorytetu. “Pamiętajcie, że podczas naszej nieobecności jesteście dłużnikami w sprawianiu mi radości” (List VII).

 

            Istniejący rękopis listu jest przechowywany w Archiwum Generalnym oo. Barnabitów w Rzymie.

[1] Antonio M. Gentili, I Barnabiti (Rzym: Padri Barnabiti, 1967)  93, no. 64

 
_______________________________________________
 
list 7 - Wola Chrystusa vis-à-vis Własnej Woli
 

Moje najsłodsze dzieci w Chrystusie,

 

Wydaje mi się, że szatan zasiewa we mnie wątpliwości na temat tego, co dzieje się wśród Was. Tak, szatan sugeruje mi, że podczas naszej nieobecności we wspólnocie, pośród zła, które on już zasiał i wciąż zasiewa w Waszych sercach, rzeczywiście, w naszym domu panuje całkowity nieład. Nic nie przebiega w sposób uporządkowany. Oczywiście, wolałbym w to nie wierzyć, tym nie mniej pragnę otworzyć me serce przed Wami. Nie wierzcie, że doświadczam jako mej naturalnej potrzeby - jakby się to Wam wydawało - kierowania do Was srogich listów. Jeśli to się zdarza, to tylko ze względu na moją wielką miłość do Was, która sprawia, iż stale jestem zatroskany.

Ta troska powoduje, abym nie czuł się pewnie, lecz podejrzewał, że szatan mówi prawdę. Wydaje mi się, że niektórzy pośród Was są jakby uśpieni i zbyt mało przejmują się intencjami przełożonych. Wiecie, moi najdrożsi, jak dobrze jest mieć na piśmie obowiązki i polecenia przełożonych, ale nie ma z tego zbyt wiele korzyści, jeśli reguły te nie są wcześniej zapisane w Waszych umysłach. Pozwólcie, że posłużę się przykładem. Jeśli byłby ktoś, kto nie jest naszym uczniem, ale znajdowałby upodobanie w dokładnym wypełnianiu tych intencji i zawsze miałby je przed oczyma - ten doprawdy byłby o wiele bardziej prawdziwym uczniem niż ten, kto ma intencje wypisane na papierze, ale nie ma ich w swoim sercu, nawet gdyby wierzył, że jest naszym uczniem.

Nie sądźcie, że jest czymś nieistotnym zapomnieć o intencjach naszych przełożonych, bo tak niweczy się nasze pierwotne zamierzenia. Czyż nie tak? Nie słuchano by przełożonych, gdyby zmarli lub byli nieobecni, wówczas szybko porzucilibyśmy ich zalecenia. Czyż jest możliwe, aby Ci, którzy posiadają większy zapał niż ich nauczyciele  byli skłonni do obalania fundamentów przez nich [nauczycieli] ustanowionych? Czyż nie byłoby przeciwnie - będąc jak najdalej od chęci zniszczenia nie udoskonalaliby i nie umacnialiby ich? Bogu niech będą dzięki za to, że uczynił nas niewidomymi, abyśmy mogli widzieć lepiej i za to, że stworzył nas jako dzieci z prawego łoża, nawet jeśli nasi rodzice zrodzili nas jako bękartów. Gdyby Wasze oko było ślepe lub grzeszne, to - pozostawiam Waszej wyobraźni - co stałoby się z resztą ciała?[1] Wierzcie mi, że nie jest moją intencją zawstydzić Was[2], pragnę tylko, abyście byli tak wierni swoim przełożonym, jak oni Wam.

 

Czy cnota Waszych serc nie powinna podtrzymywać Waszej wewnętrznej dojrzałości bez potrzeby posiadania ich [poleceń] na piśmie? Jeśli będziecie wspaniałomyślni, to nauczycie się kierować sobą prawami wyrytymi w Waszych sercach a nie prawami na piśmie[3].

Niech Wasze postępowanie będzie nie tyle literalnym wypełnieniem prawa, co jego ducha. Jeżeli więc, chcecie być posłuszni nie jak niewolnicy, ale jak dzieci, tak czyńcie. Tak więc, jeśli macie przełożonego - bez względu na to kim by nie był - pozwólcie mu kierować sobą tak, jakby to był anioł, który Was prowadzi. Jeśli zaś, Wasz przełożony będzie nieobecny, wtedy pozostanie Wam sumienie, które będzie Waszym przewodnikiem. Czy będzie on [przełożony] daleko czy blisko, to zawsze będziecie chcieli, aby ciało było zjednoczone z głową i nigdy nie powodowało rozdziału.

Uważajcie, by w przyszłości nie trzymać się rygorystycznie reguł przełożonych, ale w każdej sytuacji elastycznie je interpretować i najlepiej jak można odczytywać ich intencje.

I znów. Nie pozwólcie sobie na bezmyślne naśladowanie innych w ich zachowaniu i sposobie mówienia. Jeśli jest to właściwe dla osoby niedojrzałej, jak dziecko[4], które mówi „mamusiu”, „tatusiu” - to nie jest to stosowne dla osoby dojrzałej. To samo dotyczy spraw duchowych.

Przypuśćmy, że ktoś włączył się do sprawy, wcześniej przez kogoś innego podjętej, to niech ten drugi nie czuje się urażony. Dokąd w ten sposób dojdziemy? Czy my czasem nie próbujemy zmienić sposobu myślenia na wzór wielkich panów i władców tego świata i raczej zamiast pomagać sobie wzajemnie w dokonywaniu postępu - powinniśmy stawać się coraz bardziej pokornymi. Jeżeli jest tak w rzeczywistości, to dlaczego jedni burzą to, co inni zbudowali. Proszę, niech pochwały nie macą Wam umysłu; pracujmy raczej nad formowaniem samych siebie i innych w Chrystusie.

Niech nikt z Was nie pozwoli sobie na niewypełnienie zaleceń przełożonych, a jeśli ktoś je narusza, inny powinien je jeszcze bardziej wypełniać. Podczas nieobecności przełożonych każdy niech będzie przełożonym sobie i niech pracuje nad przezwyciężaniem samego siebie. Wyprzedzajcie się więc w stałej pokorze, by stawać się jeszcze bardziej prostymi i otwartymi synami i wypełniać nie swoją wolę, lecz wolę Chrystusa, która jest w Was. W ten sposób z łatwością, przyobleczecie się w Chrystusa[5]. Nie będziecie tego czynić rutynowo i czynem odpowiecie na życzenia naszego świętego ojca [Fra Battisty da Crema]. On by chciał - jak sobie przypominacie - abyśmy byli fundamentem i filarami[6] w odnowie chrześcijańskiej żarliwości. Gdybyście wiedzieli, ile tej błogosławionej odnowy było przyobiecanej wielkim świętym, przekonalibyście się, że wszystkie one wypełniły się w synach i córkach naszego świętego ojca [ Fra Battisty da Crema]. Chrystus nigdy nie chciał ich zawieść, to jest niemożliwe. On jest zawsze wierny swym obietnicom.

Ojcze kochany, Ty w pocie czoła znosiłeś swoje życie, które było jednym pasmem cierpień i my zbieramy tego owoce. Twój był krzyż - nasz obfity dostatek. Innymi słowy - stale niosąc i karmiąc się krzyżami, wydajemy owoce - Wasze i nasze.

O, dzieci i latorośle św. Pawła - rozszerzcie Wasze serca[7], ponieważ serca, które was zasadziły i uprawiają, są większe niż ocean! Nie pomniejszajcie powołania, które zostało Wam dane[8]. Jeśli tego bardzo pragniecie, będziecie dziedzicami i prawdziwymi dziećmi naszego świętego Ojca i wielkich świętych, a Chrystus rozpostrze nad Wami swoje dłonie. Nie kłamię, ani nie ma nikogo wśród nas, kto byłby zdolny do kłamstwa. Troszczcie się, aby mnie ukontentować.

Pamiętajcie, że podczas naszej nieobecności jesteście dłużnikami w sprawianiu mi radości. Nie dodam już niczego więcej. Oby sam Chrystus zapisał w Waszych sercach nasze pozdrowienia.

Guastalla, 3 listopada 1538 r.

 

 

Ojcowie i Przewodnicy

Antoni Maria, kapłan,

Kapłan Pawła Apostoła

i Anielanka P[aola] A[ntonia Negri].

 

 

__________________________

[1] Por. Mt 6, 23.

[2] Por. 1 Kor 4,14.

[3] Por. 2 Kor 3,2-3.

[4] Por. 1 Kor 13,11.

[5] Por. Rz 13,14.

[6] Por. 1 Tm 3,15; Ef 3,17; 4,23.

[7] Por. 2 Kor 6,11-13; 7,2-4.

[8] Por. Ef 4,1.

List 11 - O Duchowym Wzrastaniu

22Sep

Do Szanownego Pana Bernarda Omodei i Madonny Laury [Rossi] – obojga godnych wielkiego uznania w Chrystusie.

Szanowny Bracie, albo jeśli wolisz tak być nazwany, Drogi Synu, przyjmij moje pozdrowienia w Chrystusie.

Otrzymałem Twój list i oto jestem, aby Ci odpowiedzieć, albo raczej porozmawiać z Tobą i Twoją najmilszą Panią Laurą. Chcecie oddać się Chrystusowi, czyż nie? Dobrze więc, spróbuję Wam pomóc. Nie chciałbym, abyście się stali ofiarami chłodnej obojętności, ale raczej, byście byli coraz bardziej żarliwi w wierze. Jeśli pozwolicie, by obojętność zniewoliła Was, to nie staniecie się uczniami Ducha, lecz ciała, i aby użyć innego słowa, będziecie raczej faryzeuszami niż chrześcijanami. Teraz wyjaśnię Wam, jak obojętny jest faryzeusz i jak się zachowuje.

Porzuciwszy swoje dawne zachowania, nie popełnia on więcej śmiertelnych grzechów, ale ma upodobanie w powszednich i nie ma z tego powodu wyrzutów sumienia. Na przykład: przestaje bluźnić i obrażać swojego sąsiada, ale nie zadaje sobie trudu, by zrozumieć jego racje. Oczernianie nie jest już dłużej jego złym zwyczajem, ale z pobłażaniem patrzy na częste i bezużyteczne plotkarstwo w ciągu dnia. Wyzwolił się od nadmiernego jedzenia i picia, jakie cechuje żarłoków i opojów, ale lubi podjadać tu i tam, bez potrzeby, między posiłkami. Rozpusta to przeszłość dla niego, ale znajduje upodobanie w rozmowach i rozrywkach, które nie są zbyt czyste. Lubi spędzać czas na modlitwie, ale przez resztę dnia jego duch błądzi bez celu. On nie szuka zaszczytów, ale jeśli są mu one dane – napawa się nimi.

Jak rzekłem, chcę Wam pokazać więcej przykładów, odnoszących się do stanu ducha, abyście sami zauważyli, że faryzeusz lub człowiek obojętny pracuje nad wyzwoleniem się tylko ze śmiertelnych grzechów, a pozwala sobie na popełnianie powszednich. Eliminuje wszystkie rzeczy zabronione, ale pragnie wszystkiego, co jest uważane za dopuszczalne. Trzyma w cuglach czyny, ale ma upodobanie w zmysłowych obrazach. Chce czynić dobrze, ale tylko w ramach pewnych granic. Kontroluje się, ale nie całkowicie.

Nie twierdzę oczywiście, że człowiek pragnący oddać się Chrystusowi powinien zmienić się całkowicie i natychmiast. Przeciwnie, każdy kto chce stać się osobą uduchowioną, zaczyna serię chirurgicznych zabiegów w swojej duszy. Jednego dnia usuwa jedno, innego dnia pozbywa się czegoś innego i konsekwentnie postępuje naprzód, aż stanie się nową osobą. Pozwólcie mi to wyjaśnić.

Przede wszystkim, człowiek taki eliminuje ze swych wypowiedzi słowa zajadłe, następnie słowa niepotrzebne tak, że kiedy w końcu coś mówi, to jest w tym myśl pozytywna i twórcza. Wykorzenia złe słowa i gesty, przyjmując w zamian łagodne i pogodne maniery. Unikając okropności, odczuwa wewnętrzną przyjemność, ale zarazem nie stroni od tych, którzy go obrażają, a nawet cieszy się nimi. On nie tylko wie, jak powstrzymać się od małżeńskiego aktu, ale dążąc do wewnętrznego wzrastania w pięknie i zasługach czystości, rezygnuje także z posmaku jakiejkolwiek zmysłowości. Nie znajduje zadowolenia w spędzaniu jednej lub dwóch godzin na modlitwie, ale kocha częste unoszenie swego umysłu do Chrystusa. Teraz zachęcam Was abyście, naśladując mój przykład, łączyli się w modlitwie z innymi.

Miła Pani Lauro i Ty Panie Bernardo, przyjmijcie moje słowa i rozważcie je z tymi samymi uczuciami, o jakich Wam mówiłem. Nie mówię oczywiście, że powinniście zmienić wszystko jednego dnia. To, co mówię oznacza, że chciałbym, abyście mieli intencję czynienia więcej każdego dnia i byście codziennie eliminowali nawet dozwolone upodobania zmysłowe. Wszystko to, doprawdy, ma na celu wzrastanie w cnocie, zmniejszanie letniości i unikanie niebezpieczeństwa stania się łupem chłodnej obojętności.

Nie myślcie, że moja miłość do Was, albo cnoty, którymi jesteście obdarzeni, pozwalają mi życzyć sobie, abyście byli tylko małymi świętymi. Nie. Bardzo pragnę, jeśli tylko chcecie, abyście się stali wielkimi świętymi, ponieważ jesteście hojnie obdarzeni, aby osiągnąć ten cel. Faktycznie jedynym warunkiem jest to, byście rzeczywiście myśleli o rozwoju i oddawaniu się Jezusowi Ukrzyżowanemu w bardziej wysublimowanej formie zalet i łask, jakie On Wam dał. Ze względu na moją głęboką i czułą miłość do Was, błagam Was, byście stosowali się do moich zaleceń w tej sprawie, ponieważ wiem, że Jezus Ukrzyżowany życzy sobie osiągnięcia Waszej wysokiej doskonałości. Owoce, które On chce zebrać w Was – to świętość.

Droga Pani Lauro i miły Panie Bernardo, nie zwracajcie uwagi na osobę, która czyni te wywody – rozważcie raczej jej miłość do Was. Zobaczcie, jak tęsknię do Waszej doskonałości[i]. Zajrzyjcie do mego serca – otwieram je dla Was[ii]. Jestem gotów przelać moją krew za Was – pod warunkiem, że będziecie postępowali według moich rad[iii]. Niech Wam będzie wiadome, że byłbym bardzo zraniony, gdyby się okazało, że nie jesteście zdolni do czynów tak wielkich jak święci, a nawet do czynów ich przerastających.

W pełni przekonany, co do Waszego pragnienia wierności Jezusowi Ukrzyżowanemu, napisałem ten list do Was – nie piórem, lecz moim sercem. Błagam Was, byście to docenili i czytali go często – nawet raz w tygodniu. Obiecuję, że jeśli sięgniecie do niego, dacie mu baczenie – w razie braku jakichkolwiek innych zajęć – to stanie się on książką, która przypomina słodką pamięć Krzyża Chrystusowego. Nie napisałem ani jednego słowa, które byłoby pozbawione specjalnego znaczenia. Jeśli to odkryjecie, będziecie mogli czerpać z nich nieprzebrane korzyści.

Skoro nie mogę pisać do Was tak często, jakbym tego pragnął, byłoby mi miło, gdybyście zadbali o to, aby nic nie uronić z tego listu. Rzeczywiście, mam nadzieję, że przez potęgę Chrystusa, kiedykolwiek będziecie go czytać – będzie on dla Was jak nowy i dzięki temu będziecie mogli zawsze napisać Wasz własny.

Droga Pani Lauro, proszę mi wybaczyć, jeśli ze względu na moje wyczerpanie nie mogę odpowiedzieć na wszystkie Wasze żądania tak, jakbym tego pragnął. Wam samym, Pani Lauro i Panie Bernardo, powierzam dbałość o Wasze doskonalenie. Jestem Waszym dłużnikiem[iv] – i jeśli o mnie chodzi – nie będę nigdy wolny od tego długu. Polecajcie mnie swoim drogim synom i Waszym córkom.

Niech Chrystus Wam błogosławi.

Guastalla, 20 czerwca 1539 r.

Wasz w Chrystusie, podobnie jak Wy sami, Antoni Maria, kapłan

List 10 - Jak Stale Wzrastac w Doskonaleniu Się

22Sep

Do mego serdecznego Syna Pana Battisty [Soresiny]

Drogi Synu w Chrystusie, przyjmij moje pozdrowienia.

Otrzymałem Twój list i nie mogę zaniedbać, aby nie odpowiedzieć Ci co najmniej pozdrowieniami i paroma słowami.

Było moim pragnieniem widzieć, jak stale wzrastasz w doskonaleniu się. Dlatego też było dla mnie jakby pchnięciem sztyletem w serce, kiedy przypadkowo dowiedziałem się, że choć nieświadomie lub po prostu bez złego zamiaru i nie złośliwie – nie zrealizowałeś w pełni moich oczekiwań tak, jak tego pragnąłem.

Mój ból był znacznie większy, ponieważ Twoje niedociągnięcia powodowały smutek innych i raniły mnie bardziej niż te, które dotyczyły mnie osobiście. Ja natomiast czerpię większą satysfakcję z Twoich cnotliwych czynów względem innych, niż raczej z tych, które odnosiłyby się do mnie. Postępując w ten sposób będziesz widziany jako ten, który posiada większą cnotę kierując się szlachetnym posłuszeństwem, zachowując identyczny zapał w stosunku do przełożonych tak podczas ich obecności jak i podczas ich nieobecności, co więcej, zachowując się wobec innych dokładnie tak, jakbyś zachowywał się wobec Twoich przełożonych.

Wielką radością dla św. Pawła było stwierdzić, iż Koryntianie odkryli, że on świadczył prawdziwie o nich przez Tymoteusza i Tytusa[i]. Podobnie, jeśli inni odkryją w Tobie prostolinijnego, gorliwego człowieka, całkowicie oddanego apostołowaniu w pozyskaniu innych dla Chrystusa, nie przestraszonego głosem namiętności lub pokus, ale raczej prowadzącego cnotliwe i zrównoważone życie tak w tumulcie [życia] jak i w chwilach pogodnych i przyjaznych – jeśli zobaczą w Tobie przychylny portret, jaki Ci nakreśliłem, wówczas możesz być pewien, że staniesz się przyczyną mojej doskonałej radości. Jeśli zaś postąpisz inaczej, zadasz mi śmiertelny ból.

Chcę Ci coś powiedzieć, drogi Panie Battista. Doszły mnie niepokojące wiadomości, że w stosunku do Ojca Przełożonego nie zachowujesz się z całą prostotą, tak jak to czyniłeś w stosunku do mnie, ale, że jesteś dwulicowy, gdy masz z nim do czynienia. To oczywiście, złamało moje serce i gdybym do końca wierzył tym wiadomościom, to sprawiłyby mi one o wiele większe cierpienie.

Niestety! Cóż powinienem myśleć o Tobie, gdybyś tak zachowywał się naprawdę? Kimże mógłbym się szczycić, gdybyś rzeczywiście popełnił taki błąd? Zaprawdę, jesteś jedynym, którego noszę w mym sercu jako źródło wszelkiej radości. Biada mi, jeśli wszystkie moje dzieci tak mało dbają o moje szczęście! Czy nie byłoby lepiej dla mnie, gdybym ich nigdy nie zrodził, niż raczej patrzeć, jak upadają?

Co czyniłeś, Ty Dionizosie, Ty Tymoteuszu i Ty Tytusie ze swoim Pawłem? Zawsze mieliście w Waszych sercach miłość i prawdziwą obecność Waszego Ojca [Pawła] i nie mieliście żadnej innej myśli, jak tylko ukontentować Go. Niestety! Biada mi. Nie jest tak wcale w moim przypadku.

Jeśliby ktoś inny mnie zwodził w ten sposób. Ale jeżeli byłby to Pan Battista, któremu powierzyłem wszystko najlepsze, co posiadam, gdyby to właśnie on uczynił, byłoby to dla mnie zbyt ciężkie do przyjęcia.

Pozwól mi powiedzieć i zapewnić Cię w obliczu Chrystusa, że jeśli chcesz, możesz uczynić mnie szczęśliwym i sprawisz mi radość, gdy będę wiedział, że zachowujesz się szczerze i z prostotą wobec każdego.

Jaką masz korzyść, zadając mi cierpienia? Co uzyskasz szkodząc sobie i dręcząc mnie? Co zyskasz spadając z wyżyn, które już osiągnąłeś? Obiecuję Ci, że Jezus Ukrzyżowany wyniesie Cię do takiego stopnia doskonałości, że inni synowie św. Pawła będą patrzeć na Ciebie ze świętą zazdrością. Stanie się tak pod warunkiem, że zawsze – co będzie dla mnie zaszczytem – w każdym człowieku będziesz widział, tak, moją prawdziwą twarz.

Jeśli od tego momentu nie spostrzegę w Tobie radykalnej zmiany i jeśli nie pójdziesz w tym kierunku, abyś widząc innych przełożonych, mógł zawsze widzieć mnie (i widząc mnie lub tych, którzy mnie reprezentują, tak we mnie, jak i w innych, będziesz widzieć prawdziwą osobę Jezusa Chrystusa – pasterza Twej duszy) i jeśli nie będziesz usiłował być szczerym, pokornym i cnotliwym w stosunku do mnie i do innych tak, jak wobec Jezusa Chrystusa – nie będę zadowolony z Ciebie i będę błagał Jezusa Ukrzyżowanego, aby mnie zabrał z tego świata, bym nigdy więcej nie doznał podobnej udręki.

Jeśli nadal będziesz trwał w błędzie, spowodujesz, że uwierzę, iż byłeś odpowiedzialny za swe dawne błędy. Doprawdy, Twoje przeszłe, obecne i przyszłe zachowania sprawią, że uwierzę, iż Jezus Chrystus chce, abym umarł zostawiając upadłe i mniej niż prawe dzieci.

Tak, wystarczy, jestem pewien, że choć popełniałeś błędy, i to złośliwie, nie będziesz zbaczał już nigdy więcej [z drogi Pana], ale staniesz się otwarty i szczery zarówno w stosunku do Pana Giacomo Antonio [Morigii] jak i wszystkich innych. Błagam Cię, całe moje szczęście spoczywa w Tobie.

Bądź pokorny wobec wszystkich![ii] Nie ustawaj w pomaganiu innym czynienia postępów i nie izoluj się od innych, jeśli chcesz, bym uwierzył, że Twoja pokora jest rezultatem Twojej miłości i posłuszeństwa wobec mnie, niż raczej wewnętrznego gniewu. Przypomnij mnie mojemu ukochanemu Panu Dionisio [de Sesto], wiernemu Giovanniemu Giacomo [de Caseis], pokornemu Panu Francesco [Crippa], miłującemu cierpienia Giovanniemu Antonio [Berna], mojemu serdecznemu Giovanniemu Antonio i Tommaso [Dati], schorowanemu Panu Camillo [Negri], porywczemu Righetto [Ulderigo Groppelli] i prostemu człowiekowi – Panu Corrado [Bobbia]

Przekaż moje pozdrowienia także Panu Fillipo i Panu Janico, Panu Modesto i jego żonie, Panu Bernardo [Omodei] i jego dzieciom, bratankowi Pana Giovanniego Antonio [Berna] i mojemu miłemu Panu Baldassarre [Medici], Panu Giovanniemu Pietra [Besozzi] i wszystkim innym. W moim imieniu poproś moich Czcigodnych Ojca Przełożonego i Ojca Bartolomeo [Ferrari], aby Cię pobłogosławili.

Nie mam zamiaru pisać do nich, gdyż sam Chrystus napisze w ich sercach, niczego im nie zalecam, gdyż od tej chwili oni sami są odpowiedzialni za wszystko.

Oby mi Chrystus zapewnił zadowolenie w Tobie.

Guastalla, 11 czerwca 1539 r.

Twój Ojciec w Chrystusie, Antoni Maria, kapłan.

List 4 - Ufnosć Wobec Boga w Obliczu Niepowodzeń

22Sep

List IV

                              

   Guastalla, 16 stycznia 1534 r.         

 

Do Giovan Giacomo Piccininiego,

Umiłowanego Brata w Chrystusie,

w domu słynnej Pani Hrabiny z Guastalli,

przy kościele św. Ambrożego.

W Mediolanie. 

 


Wstęp

Poza nazwiskiem adresata listu  nie posiadamy innych informacji o Panu Giovan Giacomo Piccininim. Jednakże z treści wynika, że był to człowiek wart wielkiego zaufania. Najprawdopodobniej Pan Puccinini piastował odpowiedzialną funkcję w domu hrabiny Torelli przy bazylice św. Ambrożego, której właścicielką już z początkiem roku 1530 była hrabina.

Przywołanie kilku konkretnych zdarzeń i okoliczności towarzyszących omawianemu listowi, winno wyjaśnić jego ton, zauważalnie powściągliwy i niezaprzeczalnie ostrożny w swojej treści.

Otóż dwa tygodnie wcześniej, Antoni Maria był świadkiem śmierci Fra Battisty da Crema w domu hr. Torelli w Guastalli. Śmierć Fra Battisty była dla Zaccarii bez wątpienia bolesnym doświadczeniem, a zarazem osobistą stratą mentora i kierownika duchowego - „świętego patrona przed Bogiem” (List I).

Co więcej, Antoni Maria był świadom bolesnych doświadczeń, jakie przeżył  Fra Battista w ciągu ostatnich dwóch lat swojego życia ze strony znanego człowieka, biskupa Gian Pietro Carafa, współzałożyciela Zgromadzenia Teatynów i przyszłego papieża Pawła IV, jak również od Prowincjała ojców Dominikanów. W pełnym oburzenia liście zaadresowanym do Fra Battisty z dnia 9 marca 1532 r., biskup Carafa wyraził swoją opinię o niestosownym zachowaniu Fra Battisty i hrabiny Torelli. Carafa pisał: „… był to wielki skandal… widzieć zakonnika w wieku ojca i ojca renomie, po tak wielu latach życia w ślubach zakonnych, aby przenosił się z domu zakonnego, by żyć jako [zakonnik] w domu wdowy ze szlacheckiego rodu, młodej, pięknej, dwukrotnie zamężnej, niezależnej, bogatej, niespotykanie zdolnej do czynienia dobra i zła. To nie wszystko. Towarzyszyła Ci [ojcze] chodząc po mieście, np. Mediolanie, w sposób ostentacyjny na oczach  wszystkich”.

Biskup nie poprzestał jedynie na liście, jego oburzenie nabrało jeszcze bardziej bolesnych porównań i komentarzy. Otóż Carafa ocenił postawę Fra Battisty da Crema nie tylko jako antyświadectwo wobec Pisma Świętego, czy Ojców Kościoła, ale przeciw samej uczciwości[1]

8 listopada 1533 r. Prowincjał, o. Angelo da Faenza, oficjalnie nakazał o. Fra Battiście   natychmiastowe opuszczenie posiadłości hrabiny Torelli i powrót do domu zakonnego w Mediolanie. W tym samym czasie Fra Battista leżał ciężko chory i zdeterminowana hrabina Torelli nie ujawniła Fra Battiście listu z nakazem Prowincjała. Co więcej, wniosła sprawę sądową przeciw Prowincjałowi, uzasadniając, iż nie ma on żadnej jurysdykcji nad nią czy też nad samym Fra Battistą, albowiem papież  Klemens VII 10 lipca 1531 r. udzielił mu pozwolenia na przebywanie w jej domu i pełnienie funkcji kierownika duchowego.

Jeszcze tego samego dnia, 8 listopada 1533 r., hrabina Torelli napisała oficjalne odwołanie, prosząc Antoniego Marię, jako jej oficjalnego przedstawiciela, o osobiste dostarczenie odwołania do Prowincjała ojców Dominikanów. Pięć dni później, gdy Antoni Maria przybył do Mantui, by wypełnić prośbę hrabiny, Prowincjał i jego Wikariusz byli nieobecni. Kiedy zaś doszło do spotkania pomiędzy Zaccarią a władzami dominikańskimi, reprezentujący je Wikariusz odmówił przyjęcia odwołania hrabiny.  Zostało mu one złożone u stóp.  

Inne okoliczności bez wątpienia są pomocne w zrozumieniu listu Antoniego Marii do Pana Giovan Giacomo Piccininiego. Otóż kronikarz, Gian Marco Burigozzo, żyjący współcześnie z Antonim Marią, wzmiankuje o tym okresie, że grupa młodych mężczyzn i kobiet w katedrze mediolańskiej i na ulicach miasta czyniła akty pokory i pokuty, ubierając się jak można najskromniej, stwarzając w ten sposób kontrast z osobami z wyższych sfer, które z kolei zareagowały na to w sposób kpiący i poniżający. Należy dodać, że wspomniana grupa związana była duchowo z  Antonim Marią i hrabiną Torelli.   Wzmianki o trudnościach Fra Battisty można odnaleźć w pierwszym akapicie listu. Jednakże, są tam niepodważalne dowody niezachwianej sympatii i szacunku, jakim Antoni Maria darzył Fra Battistę.

Ocalały autograf tego listu był przechowywany w Generalnym Archiwum oo. Barnabitów w Rzymie, ale dnia 2 lipca 1911 r. został podarowany przez Ojca Generała, Pietro Vigorelliego, Archiwum św. Barnaby w Mediolanie, „historycznej matce kościoła” Ojców Barnabitów.

 _________________________

 LIST Św. Antoniego Marii Zaccarii 

 

Najdroższy Bracie w Chrystusie, przyjmij moje pozdrowienia,

  Piszę ten list tylko dlatego, aby przesłać Ci[2] pozdrowienia i poinformować w imieniu naszego ojca [Fra Battisty][3], że ani Ty, ani my nie powinniśmy się wcale niepokoić tak bieżącymi, jak i jakimikolwiek przyszłymi trudnościami, gdyż to nie my dźwigamy ciężary [życia], lecz on.

Wiesz dobrze, jak [nasz ojciec] zawsze był niezadowolony z osób niedbałych, opieszałych i tych, którzy sami sobie nie chcieli pomóc. Starajmy się zatem czynić, co w naszej mocy, aby nie popełniać tych samych błędów; resztę Ukrzyżowany weźmie na siebie – sam, albo przez wstawiennictwo naszego ojca. Nie powinniśmy przypisywać zbyt dużego znaczenia obecnym wydarzeniom, gdyż z Bogiem[4] wszystko jest możliwe – a jest to niezaprzeczalna prawda, którą dotykamy naszymi rękoma[5].

 To tyle, wkrótce dowiesz się o wszystkim, choć ani Ty, ani my nie powinniśmy się zbytnio niepokoić znajomością rozwiązania spraw. Co więcej, to wystarczy, dodałbym, to dostatecznie dużo kroczyć Drogą Krzyża, [której mądrość] polega na tym, żeby umieć rozpoznać to, co jest cnotą, a co błędem – by wiedzieć, co czynić, a czego unikać.

A zatem, starajmy się czynić wszystko, aby wyeliminować nieużyteczną ciekawość i przyłóżmy się do dzieła. Jestem pewien, że nie ma w Tobie niepotrzebnej ciekawości - i to jest godne pochwały. Jeśli mówię tak do Ciebie, to po to, byś miał orientację, co my wszyscy o tym myślimy.

    Na tym bym kończył, chcę Ci tylko przypomnieć, że list ten jest przeznaczony wyłącznie dla Ciebie.  Proszę Cię, zachowaj go w tajemnicy i nigdy nie pokazuj absolutnie nikomu. Gdyby tak się stało, że Pan Gerolamo – lekarz - powierzyłby Ci list, dołącz go do swojej korespondencji, a potem wyślij do mnie. Proszę, zadbaj o to, by oddać list tylko zaufanemu posłańcowi, co do którego będziesz pewien, że dostarczy list adresatowi. Jeśli nie, zachowaj go do czasu, aż znajdziesz zaufanego posłańca.

Polecam się - podobnie jak my wszyscy - Pani hrabinie [Torelli],  Angelice [Negri], Porzii [Negri] i ich siostrom, Catarinie [Candiani] i innym kobietom z naszej grupy, Panu Giacomo Antoniemu [Morigii] i Francesco Crippie.

 

Guastalla, 16 stycznia 1534 r.

 Twój brat w Chrystusie,

Antoni M. Zaccaria, kapłan                       

 

__________________

[1] Por. Orazio Premoli. Fra Battista da Crema secondo documenti inediti (Rzym: Desclee, 1910) s. 34-35.

[2] W oryginale Antoni M. Zaccaria używał w listach formy drugiej osoby l. mn., jako formy grzecznościowej.

[3] Ojcem, o którym tu mowa jest przypuszczalnie Fra Battista da Crema.  Kiedy Antoni M. Zaccaria pisał do Pana Piccininiego, Fra Battista dopiero co zmarł.

[4] Por. Mt 19,26; Mk 9,23; 10,27; Łk  18, 27.

[5] Por. 1J 1, 1.

Kazanie z 4 paździenika 1534

22Sep

List 9 - Święci Prawdziwi Naśladowcy Jezusa

21Sep

List Wielebnego Ojca Antoniego Marii Zaccarii do jego duchowej przywódczyni – Matki Przełożonej Sióstr Anielanek, Paoli Antonii [Negri] o inicjatywie Barnaby.

Mojej jedynej i kochanej Matce i mojej posłusznej Córce w Chrystusie przesyłam pozdrowienia.

Jutro uczcimy wspomnienie św. Barnaby – cnotliwego towarzysza naszego wspólnego patrona – Pawła. Nie mogę się powstrzymać, by nie wykorzystać przy tej okazji sposobu postępowania Barnaby wobec wielkiego Pawła, który chciał być żywym przykładem cierpiącego Chrystusa, zarówno w rzeczywistości, jak i w ocenie innych.

Musisz oczywiście wiedzieć, że św. Paweł zaraz po swoim nawróceniu, po raz pierwszy udał się do Jerozolimy. Na każdy możliwy sposób próbował dołączyć do innych chrześcijan, poznać ich i być uznanym przez nich jako chrześcijanin, jednak oni byli lękliwi i podejrzliwi, i sądzili, że jest jeszcze tym samym prześladowcą, i nie mieli odwagi dotrzymywać mu towarzystwa.

To Barnaba, prowadząc za rękę Pawła, przedstawił go Apostołom i powiedział im: „To jest ten, który był” etc, „a następnie Chrystus ukazał mu się”etc.[i], „i on uczynił to i tamto” etc. W tym czasie Paweł utrzymywał w sekrecie własne zasługi, własną z siebie satysfakcję, nie chlubił się kierowanymi pod jego adresem pochwałami. W ten sposób, osobiście przedstawiając Pawła, Barnaba uczynił go znanym wszystkim i ukazał jako tego, który jest filarem Kościoła, i jako tego, który osiągnął prawie prymat w misji apostolskiej.

W ten sposób, droga Matko, jeśli uznasz to za właściwe, chciałbym pokazać Ci, z jaką wolnością zachowywali się wielcy święci. Tak chciałbym sprawić, byś dostrzegła, że to, co przez ich wzniosłą doskonałość jest doświadczeniem i pewnym znakiem wypełnionej świętości, może być i naszym udziałem; natomiast okazja możliwego upadku lub pewnego znaku nie wyeliminowania naszych pierwotnie zakorzenionych złych nawyków [może zdarzyć się i nam], tak jak to zostało ukazane w historii opowiedzianej przez św. Jana Klimaka na temat pewnego świętego, który czuł się tak dalece pewny, że jest wolny od obżarstwa, że próbował kusić diabła gronem winogron, by sprawdzić, czy ten ostatni będzie go kusić w ten sam sposób[ii]. Innym przykładem jest ten, kto chce być całkowicie pewnym, do jakich granic można poskromić namiętność własną lub innych. Człowiek taki wzbudza namiętność słowami, gestami i upodobaniami, a następnie wszystko bardzo uważnie obserwuje i oczekuje na rezultaty, a na ich podstawie diagnozuje własny stan wewnętrzny i stan wewnętrzny innych.

Nie będę tu wspominał o pewnych sprawach, które tylko Ty możesz zrozumieć, napomknę o tych, które nasze Anielanki powinny pojąć, te inne sprawy pozostawiam pod Twoją duchową rozwagę. Barnaba mówi: „Oto Szaweł” – to jest prawdziwe oblicze naszego starego człowieka – zwierciadło naszych pierwotnych złych skłonności i namiętności.

Spójrz, wytłumaczę Ci, czy byłby świętym ten, kto prowadzi rozmowy na ten lub ów temat: ona szczebiocze bezustannie jak skowronek lub małpa, rzadko widziana jest na modlitwie, zawsze zajęta zewnętrznymi sprawami, lubi dużo spać, a nawet leżeć leniwie w łóżku. Czy nie jest to twarz Szawła – obraz naszego grzesznego starego człowieka?

To jeszcze nie wszystko. Ona chce być obsługiwana, jej cela jest komfortowo wyposażona, ona sama przemawia zawsze z wymówkami, nigdy nikogo nie pocieszy, lecz pokazuje, że nikogo nie szanuje. Więc jak myślisz, co te zachowania mogą oznaczać, jeżeli nie to, że złe nawyki dawnego człowieka mają w dalszym ciągu władzę nad nią? Ponadto, ona nigdy nie jest zadowolona, zawsze narażona na pokusy, a jej wiedza duchowa jest mglista i wątpliwa. Jednym słowem, daje wyraźne znaki, że jest tą samą osobą, jaką była, nim założyła habit lub co najmniej, jest wciąż tylko niedoskonała bez najmniejszej przemiany. Jej żołądkowi sprawia przyjemność tylko to, co najlepsze. Co więcej, to wskazuje, że jest niesamowitym żarłokiem. Z trudem może opanować wyraz gniewu na swej twarzy, nie umie uklęknąć bez oparcia się na krawędzi krzesła, jest tak wrażliwa, że z łatwością podnosi się jej ciśnienie. Czy to wszystko nie ukazuje tylko jej wielkiej słabości moralnej?

Zobacz sama, czyż to nie jest prawdą: ona łatwo się męczy, cierpi na bóle głowy, kiedy ma siedzieć na służbie [w rozmównicy] przy kracie, nie może znieść kłopotów bliźniego – można w niej widzieć wszystko, tylko nie portret osoby dojrzałej.

Te i podobne zachowania ukazują Szawła – postać człowieka niedoskonałego. „Ale zamilczcie!” – mówi Barnaba – „nie zapominajmy, że właśnie takiej osobie ukazał się Chrystus” itd. Jeśli popatrzysz głębiej, to odkryjesz, że masz przed sobą świętą w intencjach i czynach. Jeśli zadasz sobie trud, by zrozumieć ją w każdym wymiarze, w jakim przedstawiam to biedne stworzenie – jestem całkowicie pewny – ona zarumieni się i pochyli głowę, by ukryć swe prawdziwe oblicze.

Ale zważ, kiedy ona mówi, nie wzrusza Cię i nie pobudza głęboko; kiedy mówi bez sensu, jest całkowicie świadoma Twojej sytuacji i odpowiednio pracuje nad tym; patrz, czy w swoim niepokoju nie osiąga czegoś nowego dla siebie i innych; zważ, że gdy żegna się z Tobą, nigdy nie przeoczy podnoszącego na duchu słowa czy gestu; zważ, że przy jej pozornym roztargnieniu, jest w pełni świadoma każdej Twojej reakcji i inspiruje Cię dobrymi myślami i ekscytującymi sugestiami.

Milcz i słuchaj, albowiem mam Ci coś więcej do ukazania. Gdy ona zaniedbuje modlitwę, właśnie wtedy manifestuje swe bogate życie wewnętrzne. Kiedy widzisz ją udręczoną i w bólu, jakby chętną do uczenia się od ludzi prostych, ona tylko ukazuje własne poniżenie i chęć, by wydawać się niewykształconą. Gdy widzisz ją pięknie urządzającą swą celę, ona próbuje być obiektem śmieszności i chce ukryć pocieszenie otrzymane od Jezusa Ukrzyżowanego, jak również nauki udzielone przez św. Pawła. Gdyby ująć to jednym słowem, to ona przynosi: śmierć i życie, jednocześnie zadaje rany i leczy je.

Wystarczy! Ktokolwiek chciałby zbadać dokładnie jej czyny – doprawdy, rozpozna w niej portret Szawła, ale Barnaba zapewnia nas, że nie jest taką, jaką wydaje się być teraz i jaką wydawała się być w przeszłości.

Moja droga Matko, mógłbym tak mówić jeszcze dużo, ale nie chciałbym wzbudzać złych uczuć przeciwko samemu sobie. Sama możesz dopowiedzieć sobie resztę.

Jedno, co chciałbym dodać, to powiedz swoim Anielankom, by nie nadużywały w taki sposób wolności. Chcę je zapewnić, że mogłyby osiągnąć rezultaty zupełnie przeciwne do rezultatów osiągniętych przez tę osobę i zamiast kroczyć wielkimi krokami ku doskonałości – mogłyby upaść na samo dno piekła całkowitej niedoskonałości.

A więc, bez zbędnych słów i bez rozgłosu, celowym jest uczynić coś dla nich. Działanie, mówienie i myślenie – bez kontroli wewnętrznej i zewnętrznej – staje się dla nich niekorzystne. Błędem byłoby wyparcie się ich, gdy będą podążały za własnymi zachciankami – to mogłoby ich śmiertelnie zatruć, zwłaszcza, że ich pragnienia są światowe. Gdyby zajmowały ważne stanowiska – stałyby się zarozumiałe, gdyby były wykształcone – stałyby się pyszne, gdyby ich duch był rozproszony – stałyby się opieszałe, gdyby z niechęcią rezygnowały z własnej woli, nawet w dobrych intencjach – stałyby się nie tylko szorstkie, ale i zniechęcone wobec nauczania Pawła – jego drogi i życia.

Zastanów się i zobacz, jaką wielką a szkodę czyni im chęć szukania własnych wygód, upatrywanie zbytnich przyjemności – jeżeli właśnie nie wino i tym podobne potrawy – to przynajmniej trochę roztropności duchowej w poskromieniu własnych przyjemności i w ograniczeniu dogadzania sobie. Jeśli nie są one zamknięte na to, co powiedziałem, to niech dostrzegą, jak wielką szkodę duchową mogą ponieść.

Na zakończenie dodam, że ten Paweł głosił im Chrystusa Ukrzyżowanego w każdym aspekcie: Ukrzyżowanego nie tylko w swoim ciele, ale również w nich. Błagaj je, by dogłębnie przemyślały to jedno słowo. Gdyby jednak nie do końca pojęły to, o czym mówię, to poproś moją nauczycielkę Paolę[iii], aby im to wyjaśniła, gdyż – jestem pewien, że ten język tak zapalony i ostry – da im to, co chciałbym im powiedzieć.

To wszystko, droga Matko.

[Guastalla], 10 czerwca, 1539r.

Twój Ojciec i Syn, Antoni Maria, kapłan.

List 6 - Postęp duchowy i Christiańska Posługa

21Sep

List VI

                              

   Cremona, 8 październik 1538 r.         

 

Do Wielebnego Ojca i Brata w Chrystusie,

Pana Bartolomeo Ferrariego.

Do [Sióstr z Klasztoru] Reformowanych.

w Vicenzy.


Wstęp

          Ten wzruszający i serdeczny list adresowany do przygnębionego Bartolomeo Ferrariego został napisany nieco wcześniej niż rok po opuszczeniu przez Antoniego Marię jego misji w Vicenzy, której nadrzędnym celem była reforma dwóch klasztorów: Reformowanego i Sylwestrynek. Antoni Maria żywo wspominał swą krótką, ale intensywną pracę. Przyznać trzeba, że jego niesłabnący entuzjastyczny optymizm był w pełni przepełniony wiarą. Natomiast sytuacja i okoliczności misji były przygnębiające.

Najtrudniejsza sytuacja była w Klasztorze Reformowanych. Około 20 członkiń, to byłe dawne bezdomne prostytutki, bez pieniędzy, często słabego zdrowia, odrzucone przez rodzinę i przyjaciół. Niektóre z nich uczestniczyły w życiu obozowym z żołnierzami i zatraciły kobiece cechy. Stały się wyzywającymi, zuchwałymi i kłótliwymi osobami.

Klasztor albo raczej ta dobroczynna instytucja została stworzona około 1530 roku przez Maddalenę Valmarana, wdowę po Giacomo Thiene, krewną św. Kajetana Thiene. W 1537 roku, gdy Antoni Maria tam przybył, dom był bardzo mały i niewygodny, a kościół pusty.

Kiedy wrócił do Mediolanu pod koniec października 1537 roku, posłał tam Bartolomeo Ferrariego, by objął jego miejsce z księdzem postulantem - kandydatem do zakonu -Lorenzo Davidico i ojcem Fra Bono. Aby dodać otuchy Ferrariemu, Antoni Maria zwraca uwagę na potęgę Ukrzyżowanego i daje przykład św. Pawła, ponadto ofiarowuje mu stałe i ciepłe poparcie. Nie ma powodu, by się czuć przygnębionym, ponadto „św. Paweł nie był na początku tym, kim się stał potem” (List VI). Przeorysza, która zajęła miejsce Anielanki Silvany Vismary, nazywała się Dominika Battista da Sesto i została pierwszą przeoryszą  Anielanką w Mediolanie. Była kobietą wybitną, piękną jak anioł, całkiem młodą, a jednak w pełni dojrzałą w swych sądach. Wikariuszką była matka Porzia Negri, siostra Anielanki Paoli Antonii i Barnabity o. Camilliego, zaś przełożoną nowicjuszek - Franceschina Conforti Adriana, która sama była swojego rodzaju klasztorem, jak zostało to potwierdzone w tym liście  „(…) zło dla Ciebie przemieniło się w dobro”.

Sylwestrynki były drugim klasztorem, który miał był objęty misją reformy. Były one benedyktyńską gałęzią sióstr, założoną w 1523 roku przez Domitillę Thiene, krewną św. Kajetana Thiene. Ona i trzy inne siostry opuściły klasztor benedyktyński św. Piotra, również znajdujący się w Vicenzy, aby prowadzić życie według ścisłej reguły. Zostały nazwane Sylwestrynkami, ponieważ ich klasztor znajdował się blisko kościoła św. Sylwestra. Dopiero 12 lat później Antoni Maria był zaproszony, by zreformować Sylwestrynki, ponieważ utraciły one swą pierwotną żarliwość. Siostry ubierały się w jedwabne koronki, a brakowało im solidnej formacji duchowej, wykazywały skłonności do lekceważenia sakramentów Pokuty i Eucharystii i nie zwracały uwagi na ścisły porządek dnia życia klasztornego. Jednakże wydaje się, że wszystkie potrzebowały właściwego kierownictwa. Przez natchnioną żarliwość Antoni Maria szybko zmienił wszystko. Podczas gdy w liście tym żadna z sióstr z klasztoru Reformowanych nie jest traktowana czule, to czułość ta obfituje w odniesieniu do Sylwestrynek. “Moja słodka Paolina, (…) nasza wierna Donna Lucrezia, (…) nasza droga Doyenne, (…) droga Donna Faustina (...) proszę zapewnić wszystkie, że jestem im całkowicie oddany, i że Jezus Ukrzyżowany zmusza mnie, bym je bardzo kochał, ponieważ są szlachetne” (List VI). Sława o sukcesie Antoniego Marii dotarła aż do Bolonii. Tutaj jego długoletni przyjaciel, Serafino Acalli da Fermo (1496-1540) dedykował Sylwestrynkom nabożną książkę i gratulował im ich “duchowego postępu”, za sprawą  kierownictwa “mojego i Waszego Ojca, Antoniego Marii, którego obecność teraz zdobi niebo, jak przedtem zdobiła ziemię”1. Intensywne, osobiste zaangażowanie Antoniego Marii w Vicenzy jest ukazane przez wszystkich ludzi, jakich rok później z największym uczuciem wspomina, zaczynając od Ojca Bono i księdza Castellino aż po fryzjera i jego żonę. Misja w Vicenzy była także sukcesem na innym polu, a mianowicie we wzroście i jakości powołań barnabickich – do Zgromadzenia wstąpiło kilku prawników. Ci, co stawali się Barnabitami, zapraszali przyjaciół, by dołączyli do nich.

Pełny rękopis tego listu przechowywany jest w Generalnym Archiwum oo. Barnabitów  w Rzymie.

 

 LIST 

 

Mój wielce umiłowany w Chrystusie,

Co jest powodem Twoich wątpliwości? Czy nie sprostałeś zadaniu? Czy nie odczuwałeś nigdy potrzeby niesienia pomocy tym, którzy jej wymagają? Nic, tak jak doświadczenie życiowe nie natchnie nas wiarą. Ci, którzy Cię kochają, z pewnością nie mają bogactw ducha Pawła czy Magdaleny, ale mają ufność wobec Tego, który ich oboje wzbogaca i który przez Twoją i ich wiarę przyjdzie z pomocą tym wszystkim, którymi kierujesz.

Tak, bądź pewny, że nim zaczniesz mówić i kiedy będziesz mówić - Ukrzyżowany jest z Tobą i kieruje nie tylko Twoimi słowami, ale i Twoimi świętymi intencjami. [Św.] Paweł mówił, że doszedł aż do granicy, którą Chrystus mu wyznaczył[1], a jaka jest Twoja miara? Tę granicę wyznaczył Ci Jezus, gdy przyrzekł, że przenikniesz serca ludzi na wskroś, aż do szpiku kości. Czy nie wiesz, że On własnymi rękami otworzył Ci drzwi? Któż więc mógłby Ci przeszkodzić wejść do ludzkich serc i przemienić je, wzbogacić i ozdobić świętymi cnotami? Absolutnie nikt, ani szatan, ani ktokolwiek inny[2].

Nie daj się zwieść trudnościom, jakie możesz napotkać mówiąc i czyniąc. Tak jak nauka w szkole eliminuje ignorancję, a żelazo, gdy się go często używa, staje się bardziej błyszczące, tak też dzieje się i z praktyką chrześcijańską. Święty Paweł nie był na początku tym, kim stał się potem. Tak można powiedzieć i o innych. Miej więc pełną ufność i oprzyj się na św. Pawle - będziesz budował nie w słomie, nie w drewnie, ale w złocie i drogocennych kamieniach[3], a niebiosa i ich skarby będą otwarte dla Ciebie i dla dusz Tobie powierzonych[4].

O, mój Bracie kochany, obejmuję Cię. Jestem pewien, że będziesz wzrastał w wewnętrznej doskonałości. Och, gdybym był blisko, nic by mi nie przeszkodziło przytulić Cię i nie szczędzić Ci wszelkich oznak mego przywiązania.

O drogi Jezu, obdarz go nimi zamiast mnie. Mój święty Synu, to brzemię, które dźwigasz, ja dźwigam razem z Tobą i być może to spostrzegłeś. Nie mogę przeszkodzić sobie być stale z Tobą, ponieważ moje serce nie umiałoby być gdzie indziej, jak tylko tam, gdzie Twoje. Trzeba iść naprzód bez lęku o popełnienie błędu. Ta wielka wolność, którą zostałeś obdarowany, winna być pełną gwarancją sukcesu Twoich zmagań, z korzyścią dla wszystkich.

Kochana Matko Przeoryszo, nie trać czasu na własne sprawy. Gdyby nawet sądzono, że jesteś demonem, nawet gdybyś była przeświadczona, że jesteś nie tylko w wodzie czy bagnie, ale w cuchnących ściekach - nie zamartwiaj się, ale oddaj się w pełni służbie nad dobrem dusz, które zostały Ci powierzone lub które będą Ci w przyszłości powierzone przez Jezusa Ukrzyżowanego.

O, Ty, co nosisz w sobie obraz Tego, który jest naszym życiem i którego Ciałem się karmisz, pamiętaj, by być wspaniałomyślną. Pamiętaj, że Jezus Ukrzyżowany był zawsze hojny wobec Ciebie. Jak więc mogą ci, którzy Cię kochają jak samych siebie, nie być z Tobą i nie pomóc Ci.

A Ty, Franceschino, czyż nie konstatujesz, że zło dla Ciebie przemieniło się w dobro - oczywiście, nie ze względu na Twe własne siły - ale ze względu na cnotę tych, którzy czynią wszystko, by dać Ci życie w Jezusie Chrystusie. Bądź świadoma, że jesteś ich dłużniczką. Mam na myśli Twoją gorliwość w sprawianiu im radości przez służbę, która została Ci przez nich powierzona. Wytęż siły, by czynić postępy i pomagać innym w doskonaleniu się. Te same rady kieruję do Was wszystkich.

Nie polecam Wam naszych Sylwestrynek, ponieważ są już Wam tak bardzo bliskie, jakby były z Wami. Proszę powiedzieć im ode mnie, wszystkim i każdej z osobna, co uznacie za stosowne i w odpowiednim - Waszym zdaniem - momencie. Jeśli chodzi o te, które żyją z dala od Was, to możecie do nich napisać w moim imieniu, jeśli uznacie to za właściwe, ponieważ Wy wiecie lepiej niż ja, co im powiedzieć. Ponadto obciążenie masą obowiązków często przeszkadza nam czynić to, co powinniśmy[5] i nie jesteśmy w stanie usatysfakcjonować tych, których powinniśmy i w stosunku do których czujemy się zobowiązani.

Chciałbym teraz skierować parę słów do naszej słodkiej Paoliny, ale nie znajduję czasu. Podobnie chciałbym uczynić w stosunku do naszej wiernej Donny Lucrezii, ale nie mogę. Proszę jej ode mnie powiedzieć, że jest moim pragnieniem, by podobnie jak ja, starała się nie tylko sama doskonalić - to byłoby zbyt mało - ale i innych do tego nakłaniać.

Powiedzcie także naszej drogiej Doyenne[6], że pamiętam o niej i o jej siostrze. Drogiej Donnie Faustinie przekażcie moje zapewnienie, że nie zapominam o niej i nie potrafiłbym zapomnieć i, że może liczyć na moją obietnicę. Proszę zapewnić wszystkie, że jestem im całkowicie oddany i że Jezus Ukrzyżowany zmusza mnie, bym je bardzo kochał, ponieważ są szlachetne.

Proszę przekazać moc przyjacielskich pozdrowień naszemu [ojcu] Fra Bono i wielmożnemu księdzu Castellino i ucałować ich ode mnie. Chętnie napisałbym do nich, ale to niemożliwe, proszę ich przeprosić w moim imieniu. Naszemu dostojnemu księdzu opatowi proszę powiedzieć, by był pewny, że jest wśród braci, a zakusy szatana chcą go oddzielić od nich. Szatan boi się, że stanie się rzeczywistością to, w czym nie ma upodobania i wie z doświadczenia, że prostota ojca opata wydaje owoce, a on sam nigdy nie ściąga sieci, zanim nie złowi dobrych i dużych ryb.

O ile chodzi o świętego księdza Castellino, to życzyłbym sobie go widzieć i nie chciałbym, by już dłużej pozbawiał mnie swojej obecności, gdyż zamyślam rozpocząć negocjacje w sprawie [kościoła] św. Barnaby i zależy mi, by go nie brakowało na naszym inauguracyjnym poświęceniu. Nigdy nie dokonałbym tego bez niego. Chciałbym ponadto, abyś go wysłał - jako swego delegata - do  sfinalizowania tej transakcji. Wiem, że będziecie tęsknić, kiedy wyjedzie, ale wiem też, że zawsze przedkładaliście dobro innych nad wszelką satysfakcję osobistą, dlatego błagam[7], byście pogodzili się z jego nieobecnością i pozwolili mu przyjechać do mnie. Bądź łaskawy polecić go mnie i poprosić w moim imieniu, by niezwłocznie przybył, abyśmy mogli razem służyć tej sprawie.

Poleć mnie naszym kochanym: panu Lodovicowi[8] i Antoniemu[9], wiernej Franceschinie[10], naszemu gospodarzowi - panu Andrei[11] i wszystkim innym. Ucałuj ich ode mnie.

Pozdrów również księcia Brunoro[12], Giulio[13], fryzjera i jego żonę oraz księży Alessandro, Luigi i Antoniego[14]. Chciałbym, by wszyscy znali dobroć naszego [ojca] Fra Bono - wówczas Czterdziestogodzinna adoracja i inne przedsięwzięcia powiodą się. Powiedz Madonnie Maddalenie[15], by go poznała. Poleć mnie jej. Jeżeli oddalisz Donnę Giovannę[16], to daj mi znać. Nie wiem, co powiedzieć o Gerolamo[17] - nie jest to moją sprawą.

Mój drogi Przyjacielu, gdyby się zdarzyło, że w wyniku przemęczenia zapomniałem o kimś lub o czymś - uzupełnij ten brak. Oby Chrystus pobłogosławił Wasze serca, każde z osobna i wszystkie razem i by dał Wam swego ducha.

                                                        

Cremona, 8 października 1538 r.

P.S. Jeśli Madonna[18] nie zadośćuczyniła [odpowiedziała] Twemu bratu[19], to nie trap się, ponieważ dzisiaj lub jutro będę w Guastalli i razem z Matką Paolą Antonią, która już pisała, zajmę się tą sprawą.

 

Niech Bóg Was uświęca.

Wasz w Chrystusie,

Ojciec Antoni Maria, kapłan

 i Matka A [ngelica] P[aola] A[ntonia Negri].

Jeśli podobają Ci się listy, o napisanie których prosiłem pana Camillo [Negri][20], to przekażcie ich adresatom.

 

 

____________________________

1 Por. Cagni „In missione col S. Fondatore,” s. 127.

[1] Por. 2 Kor 10,13.

[2] Por.  Rz 8,39.

[3] Por. 1 Kor 3,12.

[4] Por. Dz 7,55.

[5] Chodzi  o jeden z klasztorów, które biskup Wenecji polecił zreformować oo. Barnabitom.

[6] Prawdopodobnie jest to Felicita Muzzani, siostra Paoliny lub Fosci, obydwie Sylwestrynki z Vicenzy.

[7] Antoni Maria uczynił pierwsze kroki dla pozyskania kościoła św. Barnaby, ale umarł przed zakończeniem tych prac.  Prace ukończono 9 lat później w 1547 r.

[8] Członek Trzeciej Wspólnoty  z  Vicenzy.

[9] Członek Trzeciej Wspólnoty  z  Vicenzy.

[10] Członek Trzeciej Wspólnoty  z  Vicenzy.

[11] Prawdopodobnie z Werony. Gościł Antoniego Marię wraz z jego misjonarzami w Vicenzy.

[12] Brunoro Da Porto, członek arystokratycznej i wpływowej rodziny z Vicenzy, dowódca wojskowy na usługach Republiki Weneckiej.

[13] Giulio Da Porto, brat Brunora.

[14] Księża z Vicenzy.

[15] Maddalena Valmarana (zm. 1569r.). Por.  wstęp do Listu VI.

[16] Jedna z Sylwestrynek.

[17] Nieznany.

[18] Hrabina Ludovica Paola Torelli.

[19] Basilio Ferrari (1493-1573), brat Bartolomeo, zamieszkały w Rzymie od 1521 r., sekretarz papieża Klemensa VII i Pawła III.  Był on w stanie zapewnić papieskie zatwierdzenie dla zakonów Barnabitów i  Anielanek (por. List V, wstęp). W kościele św. Barnaby w Mediolanie polecił wykonanie kaplicy św. Bartolomeo i Francesco. Imię Basilio znajduje się na ósmym miejscu na 45-cio osobowej liście pierwszych dobroczyńców, a raczej de facto afiliowanych  (Affiliato) do Zgromadzenia oo. Barnabitów.  Aby użyć słów o. Gerolamo Marta, czwartego ojca Generał (1551-54, 1556-58, 1559-66), dusza Basilio była „ sklejona  Bożą Opatrznością, niczym  dusza Jonatana z duszą Dawida”.

[20] Camillo Negri (1509-1544); brat Angelii Porzii i Virginii (Paoli Antonii) Negri. Jeden z pierwszych ośmiu współpracowników Antoniego Marii Zaccarii.

List 3 - Ufność Wobec Boga w Obliczu Niepowodzeń

21Sep

List 5 - Duchowa Odnowa i Postęp

21Sep

       List V

                              

   Cremona, 26 maj 1537 r.         

 

 

 

Do moich Anielanek i Bożych Córek w Chrystusie:

Matki Przełożonej, Matki Wikariuszki, Madonny  

i Anielanki Paoli Antonii [Negri] oraz

wszystkich innych moich

i Pawła Apostoła Córek w Chrystusie,

w klasztorze św. Pawła Apostoła.

                              W Mediolanie. 

Wstęp

 

Siostry Anielanki św. Pawła, do których ten triumfujący, entuzjastyczny, czuły   

i kochający list jest adresowany, zawdzięczają swoje początki hrabinie Torelli. W 1531 roku z wielu młodych dam, które uczęszczały do Oratorium Wiecznej Mądrości, hr. Torelli sama jako jego członkini, zdecydowała się wybrać dziesięć mieszkanek swego mediolańskiego domu i starannie przyuczyła je, by stały się faktycznie, a nie tylko “de jure” zakonnicami nowicjuszkami.

Rzeczywistym jej celem było utworzenie nowej Kongregacji Sióstr.  Wykonała to z charakterystyczną dla siebie determinacją, skwapliwością i przy czynnej asyście Antoniego Marii - jej jedynego duchowego kierownika od śmierci ojca Fra Battisty 1-go  stycznia 1534 roku. W tym samym roku petycja o zatwierdzenie Kongregacji Sióstr została przyjęta, a 15 stycznia 1535 roku zatwierdzona przez papieża Pawła III dzięki  przysłudze Basilio Ferrariego[1].  W sierpniu hr. Torelli nabyła znaczny obszar ziemi i natychmiast zaczęła budować kościół i klasztor, gdzie 5-ego października ona i jej młode podopieczne wprowadziły się.  25-ego stycznia następnego roku w święto Nawrócenia św. Pawła, kościół i klasztor otrzymały jego imię.  Miesiąc później, 26-ego lutego, pierwsza z sióstr otrzymała habit od Antoniego Marii, a pod koniec roku liczba zakonnic wzrosła do dwudziestu czterech. 29 czerwca Antoni Maria został oficjalnie wyznaczony na spowiednika nowej wspólnoty zakonnej. 4-ego sierpnia siostry przyjęły nazwę Anielanek, do czego Antoni Maria dodał sformułowanie “świętego Pawła”.

 W połowie maja Antoni Maria otrzymał z Vicenzy - diecezji oddalonej 100 mil na wschód od Mediolanu - niespodziewaną i ekscytującą misję.

Mający na sercu odnowę duchową, kardynał Nicola Ridolfi, pragnął, by Antoni Maria zreformował tam dwa klasztory: Reformowany i Sylwestrynek (patrz list VI) i by ponownie schrystianizował całą jego diecezję.  Ponieważ Ridolfi mieszkał w Rzymie, to polecenie to wydał w imieniu Kardynała  jego Wikariusz Generalny - Roberto Monti.

Mimo trwającego drugiego procesu Barnabitów i Anielanek przed mediolańską Inkwizycją, Antoni Maria odpowiedział entuzjastycznie, jak dowodzi tego ton i treść tego listu. Co więcej, Synowie św. Pawła i Anielanki po raz pierwszy opuścili metropolię Mediolanu, by apostołować poza jej granicami. 2-ego lipca trzy Anielanki: Silvana da Vismara, Paola Antonia Negri i Francesca “Marescalca” opuściły Mediolan i udały się do Vicenzy z Antonim Marią i przybyły tam 7-ego lipca. Nie jest jasne, czy cały ten czas zajęła Antoniemu Marii podroż do Vicenzy, ponieważ 9-ego lipca był już w Mediolanie. Dwie z sióstr też wkrótce powróciły do Mediolanu. Tak więc, misja Vicenzy, tak entuzjastycznie głoszona przez Antoniego Marię, miała tak bardzo skromne początki. Jedna z Anielanek, Silvana da Vismara, objęła obowiązki przeoryszy Klasztoru Reformowanych bez obecności Synów św. Pawła.

Nie trudno jest znaleźć przyczynę. Wyżej wymieniony proces zaczął się w styczniu 1536 roku i wymagał bliskiej obecności wszystkich zainteresowanych stron. 21-ego sierpnia Barnabici i Anielanki zostali w pełni uniewinnieni. Teraz droga do Vicenzy była szeroko otwarta i 2-ego września Antoni Maria i siostra przełożona Paola Antonia Negri opuścili Mediolan, by udać się Vicenzy. Porzia dołączyła do Anielanki Silvany w Klasztorze Reformowanych, a Antoni Maria objął rezydencję w pobliżu, w willi,  która była zarezerwowana dla ojca spowiednika. Antoni Maria miał przebywać tam do końca października 1537 roku. Oczywiście, kiedy Antoni Maria pisał V list, wszystkie szczegóły dotyczące misji miały być dopiero wypracowane. Stąd list ten jest ogólnym sygnałem, streszczającym nawoływanie: “O, moje ukochane Córki, rozwińcie Wasze sztandary, ponieważ wkrótce Chrystus pośle Was, byście rozpowszechniały wszędzie żarliwość i poryw Ducha” (List V). 

Tekst tego listu jest oparty na bardzo wczesnej kopii, która przechowywana jest w Archiwum Generalnym oo. Barnabitów w Rzymie.

 _________________________________________

 

List 5 - Duchowa Odnowa i Postęp

 

Moje najmilsze i ukochane Córki, moje jedyne życie i pociecho,

Wy jesteście moją jedyną ulgą i otuchą. Jestem przepełniony radością, kiedy myślę o powrocie do moich szlachetnych, szczodrych dusz i ukochanych moich Córek, które są moją koroną i moją chwałą[2], a których pewnego dnia będzie mi zazdrościł nasz święty Paweł. Tak, moje Córki, w istocie, nie macie mniej miłości do Krzyża Chrystusowego czy też pragnienia cierpienia dla Chrystusa niż [duchowe] córki Pawłowe; Córki moje nie ustępują Pawłowym w pogardzie światem i sobą; Córki moje nie mają mniej woli niż Pawłowe, by pociągać bliźnich ku odnowie duchowej i Chrystusowi tak bardzo wzgardzonemu.  Powiem więcej.  Córki  moje - nie jedna, lecz wszystkie - zrzekają się wszelkich przywilejów swojego dobrego imienia i upodobań wewnętrznych (które w większości każda z nich bardzo kochała), aby w ten sposób stać się Apostołkami, usuwając nie tylko bałwochwalstwo i inne wielkie wady duszy, ale by nade wszystko zniszczyć tą zaraźliwą i największą nieprzyjaciółkę Chrystusa Ukrzyżowanego, królującą w naszych czasach, a której na imię – letniość[3].

O, moje ukochane Córki, rozwińcie Wasze sztandary, ponieważ wkrótce Chrystus pośle Was, byście rozpowszechniały wszędzie żarliwość i poryw Ducha. Panie, nieskończone dzięki Ci za to, żeś mi dał Córki tak wspaniałomyślnie wielkoduszne[4]

Tymczasem, moje najdroższe, proszę dołóżcie wszelkich starań, aby zadowolić mojego ducha tak, abym po przyjeździe do Was mógł stwierdzić, że poczyniłyście [wielkie duchowe] postępy[5]: I tak, jedna z Was posiadła stałość i żarliwość w duchowych sprawach tak mocną, że nigdy więcej nie stanie się ofiarą zmienności pomiędzy zapałem a letniością, ale by dążyła do uzyskania świętego zapału, który jest jak źródło życiodajnej wody, wzbogacające o coraz to nowe siły.  Inna zaś, otrzymawszy dar wielkiej wiary, uznała za łatwe rzeczy najtrudniejsze i czuwała, by nie zwiodła ją pewność siebie lub próżność. Kolejna wykazała się wszelką możliwą doskonałością w pracach ręcznych, nawet najmniej znaczących. Niech w nie włoży jak największe starania, niech zwalcza znużenie lub uczucie upokorzenia. Jeszcze inna zatraciła się całkowicie w służbie dla bliźniego, lekceważąc swoje własne sprawy, by przekonać się, że jest wielką zdobyczą dla niej nie dbać o samą siebie, ale o innych; jedyną osobistą korzyścią będzie roztropność i ciągła dojrzałość w podejmowaniu decyzji. Inne poskromiły w sobie bezpodstawny smutek, apatię, wynikającą z braku postępów duchowych lub zatwardziałości ducha, rozproszenie czy inne wady. 

Oby mi było dane, bym rozpoznał, że otrzymałyście Nauczyciela sprawiedliwości, świętości i doskonałości - Ducha Pocieszyciela[6]. On oczywiście nie pozwoli, byście zbłądziły, ale raczej nauczy Was wszystkiego. On nie pozwoli Waszym sercom zasmucić się, ale zawsze będzie z Wami[7]. Nie doświadczycie żadnego niedostatku, ponieważ On obdarzy Was stałym duchem zapominania o sobie w nędzy Krzyża[8]. Spowoduje, że będziecie wiodły życie wzorowane na Jezusie Chrystusie, które jest naśladownictwem wielkich świętych.  Poniekąd będziecie mogły powiedzieć wraz z naszym Ojcem: bądźcie naszymi naśladowcami, tak jak my naśladujemy Chrystusa[9].

Bądźcie świadome jednego, że obaj nasi Błogosławieni Ojcowie: Apostoł Paweł i Fra Battista pozostawili nam tak wielki przykład szlachetnej i głębokiej miłości do Jezusa  Ukrzyżowanego, umiłowania swoich cierpień, poniżeń i miłości dla całkowitego pozyskania innych dla Chrystusa, tak, że gdybyśmy nie pragnęli bezgranicznie tych darów - nie zasługiwalibyśmy na miano ich dzieci.  Jestem pewien, że nie chcecie stać się takimi, zwłaszcza, że Wasze serce pragnie należeć nade wszystko do Chrystusa, że pragniecie sprawić mi radość, że mnie kochacie jak ojca.  Nie ma godziny, bym nie myślał o Was z czułością, w oczekiwaniu na chwilę, kiedy ponownie będę wśród Was.  

Polecam Was Jezusowi Ukrzyżowanemu poprzez Waszych przewielebnych Przełożonych, którzy mam nadzieję, nie omieszkają zatroszczyć się o Was, kierując się naturalna chęcią Waszego wzrostu duchowego, ponieważ Was kochają.  Ja zaś, polecam Was w każdym momencie w swojej modlitwie – jak przystało na wiernego sługę. Proszę Was, przekażcie [Siostrom], by uradowały moje serce, tak aby wzrastały One i abym wzrastał ja. Niech to sprawi Chrystus. 

Niech On Was wszystkie błogosławi, byście się stały jednością z Nim – błogosławieństwem pełni i doskonałości. Amen. 

Moja Matka, Cornelia[10] i nasz Battista[11] pozdrawiają Was. Specjalne pozdrowienia od Izabelli[12] i Giuditty[13].  Jeszcze raz, niech Was  Jezus błogosławi.

 

Cremona, 26 maja 1537 r.

 

P.S. Pozdrówcie serdecznie Giuliinę[14]. Przypominam, byście szczodrze współpracowały ze świętymi i żarliwymi wysiłkami naszej  czcigodnej Paoli [Torelli] i abyście ukontentowały naszego wspólnego świątobliwego Ojca Generała[15].

Wasz Ojciec w Chrystusie, a raczej wasz Duch w Chrystusie.

Antoni M. Zaccaria, kapłan

 

 

__________________________-

[1] Basilio Ferrari (1491-1574), brat Bartolomeo, zamieszkały w Rzymie od 1521 r.,  sekretarz papieski  Klemensa VII i Pawła III.

[2] Te miłe i pochlebne słowa zostały zapożyczone od św. Pawła z listu do Filipian (4,1).  Celem świętego jest dodanie odwagi Siostrom Anielankom w trudnych warunkach, jak też podtrzymanie ich w żarliwości duchowej. 

[3] Por. Ap 3, 15-16.

[4] Por. Mt 11, 25-26.

[5] Por. Mt 25, 14-30.

[6] Por. J 14, 25-26; 16, 13-20.

[7] Por. Hbr 13, 5; Pwt 31, 6.

[8] Por. Fil 4, 19.

[9] Por. 1Kor 4, 16; 11,1.

[10] Domownik rodziny Zaccarii. 

[11] O. dominikanin, Fra Battista da Crema, kierownik duchowy św. Antoniego M. Zaccarii.  Św. Antoni  czcił go zawsze jak świętego i pragnął, by wszystkie trzy kolegia (oo. Barnabitów, sióstr Anielanek i  świeckich św. Pawła) podzielały ten jego głęboki szacunek.

[12] Domownik rodziny Zaccarii.

[13] Domownik rodziny Zaccarii.

[14] Trudna do zidentyfikowania, aczkolwiek bez wątpienia należała ona do entourage Sióstr Anielanek w Mediolanie.

[15]  O. Giacomo Morigia, współfundator  zakonu Ojców Barnabitów.

List 3 - O Nieustannej Modlitwie

21Sep

List 12 - O Duchowych Wątpliwościach

21Sep

Do Szanownego Pana Franciszka Cappellego w Weronie.


Najserdeczniejszy Ojcze w Chrystusie, przyjmij pozdrowienia.

Wielokrotnie chciałem przesłać Ci moje pozdrowienia, ale moje słabe zdrowie nie pozwoliło mi tego uczynić.

Musisz wiedzieć, najsłodszy Ojcze, że wielokrotnie rozważałem Twe pełne troski słowa. Doszedłem do wniosku, że są one mi tak przydatne, że zdecydowałem się wyjść z letargicznego stanu mego ducha. Rzeczywiście, przekonałem się co do jednej rzeczy, że pod pozorem posiadania fałszywej pokory i pozorem braku jakichkolwiek duchowych łask, osłabłem i prawie złamałem moje zobowiązanie pomagania innym. Ponadto, moje skrupuły pogorszyły sytuację poprzez sugestię, że cokolwiek zamierzałem powiedzieć lub uczynić, wypływało z próżności oślepiającej mój umysł, warunkując w ten sposób moje zachowanie i moją mowę. Sugestie te wydawały mi się realne, ponieważ zajęty byłem głównie pomaganiem innym i nie dokonywałem żadnego osobistego postępu.

W ten sposób pogrzebałem mój talent pomagania bliźniemu. Stopniowo zatraciłem początkowy zapał zdobywania ludzi dla Chrystusa. W rezultacie straciłem także wyraźną wizję stanu duchowego mojej własnej duszy. Dawniej, gdy dokonywałem wglądu w duchowość innych – prowadziło mnie to do odnowienia mojego ducha, a gdy próbowałem wzmocnić innych na ich duchowej drodze, sam czułem się umocniony. Teraz przeciwnie – lęk o życie duchowe innych ludzi uderzył we mnie takimi wątpliwościami co do mojego własnego życia duchowego, że poczułem się sparaliżowany.

Tak więc, bojąc się mojego własnego cienia, trwam w letniości, ponieważ – jak to już powiedziałem – straciłem moją duchową nieskazitelną światłość. Cierpiałbym mniejsze zło – gdybym zabiegając o innych – był częściowo pokryty kurzem, ale zachował ową nieskazitelną światłość. Natomiast zostawiając innych, doświadczyłem większego zła – i tak straciłem tę światłość. Była to światłość, która ożywiała moją duchową światłość i która mogłaby w końcu usunąć ten kurz.

Zobacz, drogi Ojcze, co potężny lęk czyni z wrażliwym temperamentem. Z jednej strony i nie lękać się go, i nie pozwolić niepokoić się, i denerwować się czasami przez innych – to zawsze przyczynia się do naszej nadwrażliwości. Z drugiej zaś, bojąc się własnego cienia przy próbie uniknięcia upadku – upadamy jeszcze bardziej.

Ponadto, jeśli chcemy stać się całkowicie mocni wewnętrznie, to musimy walczyć i pozwolić kontrolować się po dłuższej walce – my nie możemy zostawić wielkich bojów, by podążać za mniejszymi. Tak więc, Ty też, słodki Ojcze, staraj się, żebyś nie popełnił tego samego błędu, jaki ja popełniłem, gdyż jest godne ubolewania stracić wewnętrzną światłość, która zawsze dawała nam życie.

Jestem pewien, że rozważywszy moje smutne doświadczenie, nie popełnisz tego samego błędu. Jeśli chodzi o mnie, to przez Twoje ojcowskie słowa, postanowiłem poświęcić się zadbaniu o duchowe dobro mojego bliźniego. Czyniąc to, mam nadzieję wzrastać w Jezusowej miłości, a dobry Pan Ukrzyżowany przywróci mi zapał i swoją duchową światłość, która utrzymywała mnie przy życiu[i]. W końcu, będę żyła w pewności, a nie w śmiertelnych wątpliwościach, które czyniły mnie podejrzliwąm w stosunku do każdego natchnienia, jakie otrzymywałam. Jestem przekonana, że z pomocą Chrystusa i Twoich modlitw ponownie będę mógł rozpoznać, co jest prawdą a co fałszem, co pewnością a co wątpliwością.

Widzisz więc teraz, mój drogi Ojcze, jaką wielką korzyść będę czerpać z Twoich słów. Obym mógła częściej rozmawiać z Tobą. Teraz jednak, do momentu aż będę miał sposobność zobaczyć Cię ponownie, bądź tak dobry i napisz do mnie czasem, albowiem, gdy czytam Twoje listy, wydaje mi się, jakbym rozmawiała z Tobą, a duch mój był nimi ukojony do tego stopnia, że jest zdolny odczuwać pokój nawet na otwartym morzu.

To tyle na teraz.  Moje szczere życzenia i ukłony dla Madonny Anny[ii], Cecylii[iii] i Ojca[iv], który przy innej okazji napisze do Ciebie. Ojciec poleca się Twoim modlitwom, a także modlitwom Pana Agostino[v], Pana Gerardo[vi] i wszystkim innym.

A[nielanka] P[aola] A[ntonia Negri]

 

-